Wajda kręci film autobiograficzny – Jak rozpętałem wojnę domową

 

Czy  scenariusz filmu przewiduje takie sceny ?

Wajda kręci film autobiograficzny –  

Jak rozpętałem wojnę domową 

 

Andrzej Wajda: Te wybory to wojna domowa

„Komitet obrony Bronka – normalnego”

Tusk: Bronku, do boju! Zwyciężysz – wygra Polska

Powrót posła. „Może to Palikot ma odpalić granat”

„Drogi Bronku, niech wygra Polska’, ‚Walka o wszystko”

Oto skład komitetu honorowego Komorowskiego

Do tej wojny zostało wciągnięte środowisko akademickie a w roli generałów i marszałków mają występować także profesorowie i b. Rektorzy. Można przypuszczać, że straty będą wielkie. Grozi nam kolejna luka pokoleniowa.

Czy po zwycięskiej walce o wszystko zdołamy się jeszcze pozbierać ?

Kto odbuduje Polskę po tej kolejnej wojnie domowej rozpętanej w imię jedności i niedzielenia społeczeństwa ? 

por. także – Wajda chyba już nie będzie musiał kręcić filmu przeciwko IPN-owi

Jak zarabiać, to tylko na uczelniach

Jak zarabiać,  to tylko na uczelniach

To, że uczelnie są biedne wiemy od dawna. To, że na uczelniach pensje są głodowe – także.

Ale nie wszyscy wiedzą, że na uczelniach można dobrze zarobić i niewiele się narobić.

Co prawda można to było podejrzewać,  skoro się słyszy o coraz to innym polityku, który ląduje ostatecznie na uczelni – bo gdzie mu będzie lepiej ?

Można to było podejrzewać, skoro się słyszy, że na uczelniach panuje nepotyzm tzn. np. głowa rodziny zatrudnia swoją połowicę i swoją dziatwę , jeśli tylko jest w mocy uczelnianej.

Czasem jest inaczej i to np. kochająca żona zatrudnia swojego męża na uczelni, którą mąż co prawda założył, ale nie ma czasu aby się ja zajmować, więc scedował to na żonę, a ta mu się rewanżuje sporymi możliwościami zarobkowymi. Jak widać polityka miłości w ostatecznym rachunku jest opłacalna.

Gdyby prawdą było to, że na uczelniach pensje są głodowe, to takiego męża/zonę, który(a) załatwia mimo wszystko etat na uczelni trzeba by postawić przed trybunałem – za maltretowanie ? chęć unicestwienia, czy inne bezeceństwa na szkodę połowicy.

To samo, a nawet bardziej, trzeba by zarzucić ojcom/matkom zsyłających swoje dzieciaki na głodowe etaty uczelniane.

Coś w tych ocenach biedy uczelnianej – nie gra.

Ostatnio podano informację , że Prezydent Krakowa za swoją funkcję prezydencką dostaje jakieś tam kieszonkowe i dopiero na uczelniach może zapewnić sobie głodowe pensje.

I tak na jednej uczelni dostaje 207 tys. zł. rocznie, a na drugiej 91 tys. zł. (Gdzie dorabia prezydent Krakowa? -Dziennik Polski, 14 maja 2010)

Prawda, ze pensje głodowe. Jak tu dotrwać do pierwszego ?

Jakoś nie słyszałem, aby środowisko akademickie było tymi informacjami zbulwersowane, mimo że nie po raz pierwszy podobne dane są podawane.

Nie słychać protestów. Widocznie inni są w podobnie głodowej sytuacji.

Jasne, że mają głód jak największych zarobków, przy jak najmniejszej pracy rzeczywistej (uzupełnianej obficie pracą pozorowaną), ale kto by nie chciał mieć takiego głodu ?

Jednym słowem, nie ma jak to zarabiać na uczelniach.

Wiem to najlepiej, bo w III RP na uczelni jeszcze nie zarobiłem złamanego grosza, mimo że działalność naukową i edukacyjną prowadziłem i nadal prowadzę.

Do głodowych pensji środowisko nie chce mnie dopuścić. Woli samo głodować.

I co ciekawe, tych co nie mają głodowych pensji – jak ‚akademicy’ – nazywają nieudacznikami, bo nie są na etatach (głodowych, rzecz jasna) .

Nie ma jak to być udacznym głodomorem, czy inaczej – głodnym głodu..

O rzetelności naukowej nieco inaczej

O rzetelności naukowej nieco inaczej

W tygodniku Przegląd ukazał się niedawno tekst ‚Przybywa internetowych doktorów’ upubliczniony ponadto w internecie ( 19.03.2010 – Przegląd, Bronisław Tumiłowicz http://wiadomosci.onet.pl/1604345,2677,1,kioskart.html) .

Jest to rozmowa z dr Markiem Wrońskim, który jest rzecznikiem rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, a od lat na łamach Forum Akademickiego prowadzi rubrykę ‚Z archiwum nieuczciwości naukowej’ , koncentrując się głównie na problemie plagiatów w Polsce.

Niestety w serwisie internetowym FA, te teksty rzadko ukazują się w całości i nie można z nimi polemizować w komentarzach. Lukę nieco zmniejsza serwis Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl , gdzie niektóre teksty autor także nadsyła. Tam są publikowane w całości i można z nimi dyskutować.

Rozmowa zamieszczona w Przeglądzie także inspiruje do dyskusji na ten niezwykle aktualny temat, bo nierzetelność naukowa daje się bardzo we znaki nauce w Polsce. Jest to jedna z poważnych patologii akademickich, którym poświęcony jest nowy serwis NFA Etyka i patologie środowiska akademickiego w Polsce http://nfaetyka.wordpress.com/ , niestety jakby do tej pory nie zauważany w mediach.

W rozmowie z dr M.Wrońskim zastanawia filozofia działalności na rzecz rzetelności w nauce.

np. “Pytanie: Jaki był ostatni rok dla pana?”
‚Odp. – Pod względem odkrywania naukowych oszustw był to rok bardzo udany. Pojawiło się sporo spraw dowodzących nieuczciwości pracowników nauki, i to takich znaczniejszych.’

Tym samym jest to filozofia łowczego, który im więcej złowi, tym bardziej jest zadowolony.

Ja natomiast byłbym bardziej zadowolony, gdybym ja, czy dr M.Wroński niczego nie złowił, bo nie byłoby czego łowić i to byłby sukces na polu walki o rzetelność w nauce.

Jednym słowem – sukcesem na tym polu byłoby stworzenie takiego systemu, który by ograniczał do minimum (optymalnie eliminował) nierzetelność w nauce, takiego w którym nierzetelność byłaby karana ( oczywiście w relacji do skali nierzetelności np. punktami, jak u kierowców ) a działania na rzecz jej zmniejszania – nagradzane.

Takiego systemu obecnie nie ma. Nie ma instancji, która by nierzetelności monitorowała, do której można by było informacje o nierzetelnościach zgłaszać, która by według ustalonych procedur takie sprawy prowadziła itd.( Postulat organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich)

Taką instancją dr Marek Wroński nie jest, no może na WUM . Chociaż jako rzecznik rzetelności naukowej, zajmuje się nierzetelnościami także w innych placówkach, nie ma jednak takiego obowiązku, stąd np. nie podjął sprawy nierzetelności zespołu szefa Fundacji Rektorów Polskich, który dokonał plagiatu z mojego tekstu

(por. Józef Wieczorek – Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii http://www.nfa.pl/articles.php?id=493 ) chociaż sprawa ta ma istotne znaczenie dla walki z nierzetelnościami. Tego plagiatu dr Marek Wroński nie musiał nawet łowić, bo go dostał niejako – ‚na talerzu’.

Podobnie rzecz się miała ze sprawą doc. Zofii Szychowskiej z Akademii Medycznej we Wrocławiu, którą na szczęście podjął Trybunał Konstytucyjny. http://nfapat.wordpress.com/2008/08/02/wrog-etyczny-w-iii-rp-zastapil-wroga-ludu/

O nierzetelnościach (fakt, że nie plagiatowych) czynionych przez rektorów UJ, dr M.Wroński nawet nie chciał słyszeć, a nawet niektórych bronił ( http://www.nfa.pl/articles.php?id=397 ) co jedynie świadczy, że przypisywanie mu przez media roli jedynego szeryfa walczącego z nierzetelnościami jest grubo przesadzone.

Z rozmowy wynika, że dr M.Wroński pozytywnie ocenia rolę Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w walce z nierzetelnościami. Fakt, że CK ma na tym polu działania w dobrym kierunku, ale jest także faktem, że sama ma problemy jeśli chodzi o nierzetelność członków CK, o czym nawet słyszeć nie chce ! Czy CK nie ma wpływu na to co sama sobą reprezentuje ? https://blogjw.wordpress.com/2010/02/20/czy-ck-nie-ma-wplywu-na-to-co-sama-soba-reprezentuje/ )

Także poziom naukowy, jak i etyczny promotorów doktoratów, jak i całych rad nadających habilitacje, tolerujących plagiatorów i innych ‚ nierzetelników’ nie świadczy dobrze o mechanizmach promowania kadr naukowych w Polsce, w czym CK ma swój poważny udział.

Jakoś nie widać utraty autorytetu ani CK, ani środowisk akademickich, generujących, czy tolerujących patologie. Gorzej jest z tymi, którzy takie patologie naświetlają. Rzadko udaje im się utrzymać na uczelniach, zwykle nie ma o nich mowy w mediach.

Forum Akademickie, użyczające miejsca dr Markowi Wrońskiemu, swoje szpalty szczelnie zamknęło dla autora tego blogu (dr Józefa Wieczorka), gdy ten utworzył Niezależne Forum Akademickie (m.in. od gremium rektorskiego). Na FA jest po prostu zapis na to nazwisko i nawet na jego teksty nie można się powołać !

Zatem uznawanie „Forum Akademickie” za głos sumienia i kontroli rzetelności środowiska naukowego jest grubym nadużyciem.

Tak wygląda walka o rzetelność, w której bynajmniej nierzetelności nie brakuje .

Wniosek jest oczywisty – ze zjawiskiem nierzetelności w nauce trzeba intensywnie walczyć, i to na wielu frontach.