Strach studiować

 

 Strach studiować 

Wczoraj w ‚Uwadze’ – tvn,  reporterzy pokazali sprawę mgr Anny Chylinskiej, która po zdobyciu dyplomu – awansowała na szatniarkę w Szkole Głównej Handlowej . Niezła to chyba reklama dla uczelni:

„Studiuj na SGH – masz szansę zostać szatniarką ! „

Można sądzić , ze podczas kolejnej rekrutacji na studia na SGH kandydaci zażarcie będą walczyć o taką szansę. 

Otoczka sprawy p. Anny nosiła znamiona mobbingu co jest niczym niezwykłym na uczelniach

I tak p. Anna była nieźle zorientowana bo nie uważała za stosowne udac się od sądu, bo niby jak by tam udowodniła mobbing ?

Uczelnia ma swoich radców, opłacanych z naszej kieszeni, a ona za co wynajmnie adwokata/radcę ? Sama nie ma szans, bo jak wskazują wyniki spraw o mobbing – ok. 95 % przegranych, a z uczelniami chyba więcej. Co więcej niektórzy ponoszą kary za to, że uczelnie pozwali ! 

Takie sprawy może by rozwiązał mediator akademicki,  ale póki co takiego nie ma i rektorzy wiedzieli co robią aby takiej instancji nie wprowadzić do ustawy ! Sami sobie krzywdy/alternatywy nie będą robić. 

Niedawno było głośno o magistrze najstarszej polskiej uczelni, który po róznych perypetiach załapał się na magazyniera w supermarkecie. Szczęśliwiec ! Inni nawet na magazyniera, ani na szatniarza nie mają szans, szczególnie jak mają doktoraty, a co dopiero jeśli są profesorami ? 

Obecny system nie rozpieszcza ludzi z wyższym wykształceniem, no chyba że chodzi o tych co sobie potrafią stworzyć takie prawo co im zezwala być zatrudnionym ( nie mylić z pracowaniem !) i na 9 etatach. To beneficjenci PRL i ich klony, a nie jacyś tam nieudacznicy. 

I to jest różnica z PRL, w którym dołowano wielu wykształconych, ale nawet ci uczepieni garnuszka zarządców nie mieli takiego ‚dolce vita ‚ . Dla pozostałych pozostaje jasne przesłanie – Strach studiować – no chyba, że się trzyma z trzymającymi władze.

Komentarzy 5

  1. „Studiuj na SGH – masz szansę zostać szatniarką !”

    Ale ta pani nie skończyła SGH, tylko jakąś uczelnię-krzak…

  2. Postsowiecka Polska o dochodzie per capita 50% RFN ciagle jak Chiny Indie, Rosja, narazona na wyzysk taniej, wyksztalconej sily roboczej, kolonializm wizowy USA.

    Wiele osob nie zdaje sobie sprawy ze same w sobie studia w Polsce wykluczaja w zasadzie w ogole szanse na znalezienie pracy w zawodzie w krajach starej Unii Europejskiej i w USA. Chca skonczyc studia na jakiejkolwiek uczelni i za kazda cena chcac opoznic czas niemoznosci znalezienia pracy najczesciej zmuszani przez bezdomnosc i rodzicow. Tylko dwie niekiedy 3 Polskie uczelnie wchodza do 1 szej 500-setki w rankingach swiatowych i zaczynaja te rankingi od pierwszej 400-setki. Akredytowany ranking wyzszych uczelni z Chin: w ww.arwu.org/. Tylko uniwersytet jagielonski i warszawski znajduje sie w pierszej 500-tce a uniwersytet Warszawski rownal sie w 2007 Uniwersytetowi Stanowemu Utah, rolniczo-przemyslowego rzadko zaludnionego stanu w zachodnio-centralnych stanach z okolo 2 mln mieszkancow i o jednym z najwyzszych komforcie zycia w USA. Glowna przyczyna jest zapasc Polski w tzw. dziedzinach high-tech tzn. wyzszych techologii jak np. brak powszechnego bezprzewodowego internetu w miejscach publicznych, brak najnowszych komputerow domowych na biurku kazdego, brak superszybkich kolei a przede wszystkim brak samowystarczalnosci w elektronice a wielkiej skali integracji a wiec brak umiejetnosci produkcji wlasnych mikroprocesow jak np. Pentium IV ktory wyklucza konkurencyjnosc uczelni technicznych. Kiedy na poczatku lat 80-tych na witrynach szweckich sklepow pojawila sie Amiga ze screen-saverem zanglujacym trojwymiarowymi w czerwono-bialo szachownice pileczkami, a internet przez telefon Micronet800 byl juz dostepny w wielkiej brytanii dla komputerow domowych jak Atari czy ZX Spektrum przez modem VTX5000, komputer osobisty byl marzeniem szkol w Polsce i byl dostepny tylko w kilku i to tylko w wojewodzctwie warszawskiem. Jedyna szansa na znalezienie pracy zwiazanej ze studiami po Polskiej uczelni technicznej lub po naukach scislych jest zauwazenie w USA tzw. zjawiska kolonializmu wizowego tzn. wykorzystywania przez USA taniej sily roboczej (podobnie jak w azbescie na budowach lub w kesonach wodnych) z krajow w ktorych najlepsze uczelnie sa w resonansie poziomu naukowego z niedoplacanymi i z niskim czesnym amerykanskimi uczelniami stanowymi rekrutowanej z absolwentow i nizszej kadry naukowej pragnacej wyemigrowac za wszelka cene z powodu nedzy. Sa to atomowo-rakietowe kraje z nedza i glodem, tzn. kraje o umiejetnosci budowy rakiet balistycznych dalekigo zasiegu przenoszacych glowice atomowe w ktorych naukowcy pracuja za od kilku do kilkudziesieciu dolarow miesiecznie a Ministerstwa Nauki sa scisle podlegle atomowych ministerstwom obrony. Sa to glownie Rosja Chiy i Indie. Polska PRL bedaca czescia kompatybilnego z ZSSR ukladu RWPG i Ukladu Warszawskiego byla takim krajem narazonym na kolonializm wizowy USA mimo zimnej wojny. Kolonializm wizowy jest jak sama nazwa wskazuje zjawiskiem chorym. Ludzie pracujacy w USA z tych krajow sa czesto chorzy, wyglodzeni i wyniszczeni. Pracuja oni pod grozba natychmiastowej deportacji w razie zwolnienia z pracy. USA uzywa ich jako asystentow uczacych (tzw. teaching assistants) lub wykonujacych proste badania naukowe na rozkaz Profesorow (tzw. research assistants) poniewaz pracuja na stanowisku akademickim za 10 ta czesc pensji w amerykanskiej szkole podstawowej dla Amerykaninina a nawet za setna Profesora z uczelni prywatnej. Praca po studiach w Polsce w USA podobnie jak obywatela Chin, nie rozni sie w zasadzie jednak od pracy w azbescie, na budowie lub w kesonach tzn. prac wykonywanych przez niewykwalifikowanych nielegalnych imigrantow mimo ze jest legalna i sprawia normalne wrazenie. Glowna przyczyna sa niskie z pogranicza stanowego minimum socjalnego pensje ktore naprawde sa niebezpieczne dla zycia np. wobec mozliwosci znalezienia sie w zawsze platnym szpitalu bez ubezpieczenia zdrowotnego lub w areszcie z niebezpiecznymi przestepcami wobec niemoznosci zaplacenie przekraczajacej roczna pensje kaucji. Stawia to wiec Polskie uczelnie wyrosle z PRL w globalnych systemie kapitalizmu USA na rowni z fabrykami azbestu lub nielegalnymi pakowniami miesa lub rezniami i stad trudnosc znalezienia prawdziwej pracy z Polskim dyplomem w USA lub starej EU.

  3. Ja studiowałam na innej warszawskiej uczelni..początkowo było dość ciężko znaleźć cokolwiek. Skontaktowałam się z agencją pracy, która bardzo mi pomogła w pośrednictwie i przygotowała wiele ofert. Teraz pracuję na etatcie, ale bardzo polecam http://www.itcgrupa.pl/c182,o_grupie.html

  4. Nie ma co ukrywać pewnych niewygodnych faktów. Przypadek „awansu” na szatniarkę nie jest jedynym taki. Pamiętam jedną sytuację, że po doktoracie zaproponowano jednej osobie… etat techniczny na zasadzie „bo tak”. Ostatecznie etat ta persona znalazła tylko na innym zakładzie, była zmuszona również zmienić profil swoich badań. Nie jest to sytuacja jeszcze tak radykalna jak niektóre – związane wręcz z wygnaniem z danego zakładu, jawną kradzieżą materiałów i danych (co potem, jak to co, że po wniesieniu na teren uniwersytetu staje się jego własnością przecież?!), a nawet po wygnaniu brak odpuszczenia i zaciskanie pętli na innym zakładzie, aż do końcowego kopa w zadek i wilczego biletu (czarny pijar w miejsca, do których NN jeździł i miał nieszczęście się pochwalić). Dodam również, że jak wpadnie się w niełaski pewnych ludzi, to nawet informacje dotyczące łóżka czy portfela będą chcieli uczynić publicznymi.

    Mając do czynienia z młodymi, zdolnymi ludźmi tłumaczę im dwie prawdy. Pytają się mnie, jak przeżyć studia i nie stracić wiary w życie (ja tutaj parafrazuję Tyrmanda, ale tak mniej więcej semantycznie te zapytania wyglądają). To odpowiadam dwojako, dodam, że z dwóch tych opcji nie skorzystałem, bo młody, naiwny i głupi byłem. Po pierwsze, wiać za granicę. Jakoś na tym zgniłym zachodzie większości naszych rodaków wiedzie się dobrze – czy są to prości rzemieślnicy czy wyrafinowani intelektualiści, nikt tam nie narzeka. A druga odpowiedź, jak już chcecie zostać w Polsce, bo rodzinka Was nie puści za granicę czy uważacie, że dobrze się w kraju nad Wisłą czujecie. Trzeba wiedzieć, gdzie są feromony władzy. Na wielu wydziałach – przynajmniej na UW – polityka zaczyna się od pierwszego roku studiów. Są wydziały, na których bardzo opłaca działać się w samorządzie. To wyjazdy do Spały, picie wódki z profesorstwem, znajomość całej masy oficjeli. Plecy ma się wtedy tak szerokie, że włos z głowy nie spadnie. Już koledzy jakąś fuchę na uniwerku znajdą i bynajmniej nie będzie to posada szatniarza – tylko droga do etatu na uczelni prosta jak strzała. A jak koła naukowe… to wiedzieć jakie, a najlepiej pożenione z samorządem. ZSS jest bowiem na UW „studencki” tylko z nazwy. Widać to było doskonale po bojach Uniwersytetu Zaangażowanego – widać było kto jest pachołkiem uniwersyteckich oficjeli oraz kadry naukowo-dydaktycznej.Wracając natomiast ad rem, tak to wszystko inne będzie przelewaniem pustego w próżne i rozłożonym na raty fundowaniem sobie tułaczki po studiach. Więcej, szybko na uczelniach zaczyna widać, kto jest preferowany, a kto jest w gronie tych szaraków na przemiał. Jak ten ostatni wyżej zacznie podskakiwać, to urządzi mu się koszmar w biały dzień. Część nie wytrzyma tego psychicznie i w ogóle nie skończy studiów. To są metody NKWD i UB, żeby było śmieszniej – stosowane przez ludzi nazywających siebie wszem i wobec tolerancyjnymi i otwartymi.

    Istnieją również inne większe układy protekcji sprawiające, że niektórzy żyją sobie jak królowie, a szaraczki muszą zrezygnować ze swoich ambicji – z przyczyn zarówno personalnych jak i finansowych. Tak zwany diamentowy grant jest farsą mającą na celu wzmacnianie utrwalonych oficjeli. Znam kilku laureatów, no i inteligencją ani wiedzą nie odbiegają oni od średniej krajowej. To są po prostu protegowane pionki, a kasa jest inaczej księgowana. Jedni w ogóle nie mogą się ubiegać, a inni nie dostają, bo ich szef nie jest w układzie. Znam przypadki, kiedy ludzie mający publikacje w dobrze cytowanych czasopismach takiego zaszczytu nie dostąpili. Tak samo jak widzę laureatów – to też ich badania nie mają większego sensu bądź są już passe i zanosi się kolejna transkrypcja zachodnich papierów.

    Na zakończenie tej nieco przydługiej tyrady dodam tylko tyle. Jak szaraczek wyleci na kopach ze swojej alma macochy, to ma kilka dróg – najczęściej zatrudnia na śmieciówce. W innych wypadkach wraca skąd przybył. Jeszcze innych pracuje w szkole. Zostaje „kapitalizm klas niższych” taki jak korepetycje, handel na bazarze itd., czyli jakaś forma działalności gospodarczej nie wymagająca dużych wkładów pieniężnych na wejście. Jeżeli ktoś decyduje się wracać do nauki instytucjonalnej, to musi się przekwalifikować. Tam bowiem smród unosi się bardzo długo. Poza tym jak już wszystko zastawione przez pociotki i krewnych królika, to też się nie wepchnie – im jest razem dobrze ze sobą, piją razem wódkę na różnych zjazdach i wymieniają się ploteczkami z życia. I jak to ma się wobec nabijania młodym ludziom kompleksów o tym, że wybór danej dziedziny jest jak ślub czy kupno domu, że latami trzeba pracować, aby coś osiągnąć. Faktem jest, że na poziomie merytorycznym tak się dzieje, no i amator bez żadnych papierków (takich ludzi też znam) może osiągnąć wyższy poziom niż doktorstwo czy profesorstwo. Lecz nie działa to na poziomie tzw. „postępu społecznego”. Tu liczą się tylko towarzyskie koneksje.

    serdecznie Pana Doktora Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: