Przyczynek do wyjaśnienia powstania luki pokoleniowej

Przyczynek do wyjaśnienia powstania luki pokoleniowej i braku wykładowców ‚uzasadniającego’ wieloetatowość

Liczne analizy i syntezy (nieraz obficie finansowane) dotyczące stanu nauki i szkolnictwa wyzszego skrupulatnie unikają niewygodnych faktów i niewygodnych tekstów ( publikowanych zarówno w internecie, jak i na papierze) tak aby obraz dzisiejszy nie został ‚zakłócony’ i działania na przyszłość nie naruszały interesów obecnych graczy akademickich.

Pozostaje jednie bić głową w mur i czekać aż mur zacznie pękać, uważając aby nie dotknęło to wcześniej głowy.

Szukając na Google literatury przedmiotu (bardzo nielicznej – niestety) znalazłem jeden z moich licznych tekstów w tym temacie, bardzo osobisty, ale jasno wyjaśniający stan obecny, jego uwarunkowania przeszłe i konsekwencje przyszłe.

Tekst oczywiście taktowanie pomijany milczeniem zarówno adresatów, jak i czytelników, co jasno wykazuje, że w polskim systemie nauki i szkolnictwa na próżno można szukać chociaz jednego uczciwego. Jest gorzej niż w Sodomie. Tak skutecznie weryfikowano kadry akademickie w PRL, a III RP zapewniła ‚beneficjentom systemu PRL zarówno ‚dolce vita’ i jednocześnie status pokrzywdzonych(materialnie).

W 2002 r. wrocławski „Pryzmat’ zamieścił http://pryzmat.pwr.wroc.pl/Pryzmat_153/pryzmat153a.pdfmój tekst o dobrych obyczajach w nauce z ogłoszeniem „Ja niestety nie znam pracownika naukowego, który mimo przestrzegania dobrych obyczajów nadal jest pracownikiem naukowym. Jeżeli ktoś takiego zna, to bardzo bym prosił o umożliwienie kontaktu.”

Do dnia dzisiejszego, żadnego kontaktu nie było. Widać jasno jaki jest stan tego środowiska i jego metody dzialania – do dnia dzisiejszego.

Poniżej zamieszczam  historyczny (choć nadal aktualny) już list, który moim zdaniem wyjaśnia i lukę, i naturę wieloetowości, i stan obecny – jakkolwiek tylko tym, co posiadają jeszcze zdolność rozumienia słowa pisanego i kojarzyć jedno z drugim. (co jest rzadkością jak wykazują moje doświadczenia działalności publicznej) .

1 września 2005 r.

Józef WIECZOREK
ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1
30-069 Kraków

Rektor prof. dr hab. Karol Musioł

UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI

Motto:  
Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego….
 

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy. 

Czesław Miłosz

 

W związku ze zbliżającym się początkiem nowego roku akademickiego informuję, że chciałbym wznowić moje wykłady i seminaria na UJ, które zostały brutalnie przerwane na mocy ‘prawa’ stanu wojennego w 1987 r. z pogwałceniem elementarnych praw człowieka (brak możliwości zaskarżenia do sądu w 1987 o czym byłem informowany przez władze UJ !!!) i z ewidentną szkodą dla nauki i edukacji.


Zostałem wówczas oskarżony przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką a dowodów na zasadność tego oskarżenia, jak i innych ‚ocen’, do dnia dzisiejszego nie otrzymałem ! Nie został odtajniony także skład Komisji serwującej paranoidalne oskarżenia.

Władze UJ do dnia dzisiejszego powołują się na ‚prawo’ z r. 1982 , które pozwalało im na wyrzucanie każdego niewygodnego pracownika pod dowolnym, także sfingowanym, jak pokazuje mój przypadek – oskarżeniem.

Jednocześnie rektorzy w tym roku heroicznie walczyli o autonomię względem prawa, o niemożliwość odwoływania rektorów przez ministra edukacji nawet w przypadku rażącego naruszenia prawa, a to ze względu na negatywne doświadczenia z lat 80-tych kiedy zapisy w ustawach wykorzystywano do usuwania niewygodnych rektorów.

Sami rektorzy jednak na podstawie zapisów ustawy z 1982 gorliwie usuwali niewygodnych nauczycieli akademickich i do tej pory stoją na stanowisku słuszności takich poczynań.

Jest to przykład jak dobro złem się zwycięża ! w ramach tworzonych przez siebie norm ‚etycznych’.


Komisja senacka UJ z 1989 r. , której zadaniem było zbadanie i zarejestrowanie działań represyjnych w stosunku do pracowników i studentów UJ w PRL–u (Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ – Alma Mater nr. 69 ) ani słowem nie wspomniała o rozrachunkach z niewygodnymi nauczycielami akademickimi a o nieprzemijającej ‚wartości’ tego raportu świadczy m. in. fakt zaliczenia do pokrzywdzonych np. znanego konfidenta L. Maleszki ( publikacja raportu w 2005 r. ! bez żadnych wyjaśnień !) czy np. Artura Bieszczada, który donosił na mnie i współpracowników w czasie konspiracyjnej pracy w stanie wojennym.

Nieudokumentowano także (a przynajmniej nie dostałem żądanej dokumentacji) mojego podszywania się pod działalność w ‚Solidarności’ , o co ochoczo mnie oskarżyły władze uczelni na Komisji Pojednawczej (r.1990), i do tej pory ten haniebny akt wysunięty dla uniemożliwienia powrotu na uczelnię niewygodnego nauczyciela akademickiego ( czym to się różni od działań SB ?) bynajmniej nie został potępiony.

Obecny stan rzeczy jasno wskazuje, że tylko władze UJ są władne w podjęciu decyzji o moim powrocie na uczelnie, podobnie jak jedynie władze UJ były władne w przeprowadzeniu haniebnej akcji wydalania mnie z uczelni, bez żadnych przyczyn merytorycznych . Co prawda rektor A.Koj w 1987 r. informował mnie, że moja sprawa nie jest sprawą uniwersytetu, ale czas pokazał, że po r. 1989 to jest tylko i wyłącznie sprawa UJ.


W czasie mojej pracy na UJ uruchomiłem duży pakiet podstawowych przedmiotów (na wznowionych po długiej, stalinowskiej przerwie studiach geologicznych): wykładów, seminariów, zajęć terenowych, których nie byli w stanie prowadzić ‘najlepsi z najlepszych’ zatrudnieni na etatach ‘profesorów’.

Od 1978 r jako ‚niekompetentny’ prowadziłem od 120 do ok. 200 godz. samych wykładów, których ‚kompetentni’ profesorowie nie byli w stanie merytorycznie realizować, ale byli w stanie oskarżać mnie o niechęć do dydaktyki i zapisywać na swoje konto sporą część mojej działalności w uczelni. Zapewne zapisanie na swoje konto osiągnięć ‚niekompetentnego’ podnosi ich kompetencje ! i świadczy o ich ‚skromności’ (w odróżnieniu ode mnie !) oraz wysokim poziomie etycznym wymaganym do zatrudniania na UJ.


Ilość moich zajęć, typowo profesorskich, przekraczała ok 2-krotnie pensum. Ponadto niemałą część zajęć prowadziłem bez wpisywania do pensum
w ramach walki z systemem ogłupiania młodzieży akademickiej i jak sądzę te zajęcia miały istotne znaczenie dla zdyskwalifikowania mnie przez ‘profesorów’, ale także dla pozytywnej oceny mojej działalności przez studentów i moich wychowanków :
Rzecznik Dyscyplinarny :
odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, ‘świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki;

Studenci i wychowankowie:
.
.’efekty dydaktyczne, tzn. szerokość spojrzenia, jak też zakres trwałej wiedzy zdobywanej na zajęciach prowadzonych przez dr J.Wieczorka są większe niż efekty jakichkolwiek innych zajęć tego typu. W tej sytuacji decyzje podejmowane wobec dr J.Wieczorka wywołują w nas oburzenie i głęboki niepokój. Uderzają one bezpośrednio w samych studentów i pozwalają wątpić w sens studiowania. Podważają rozwój naukowy instytutu i godzą w dobre imię Uniwersytetu..’

dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” „dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”, „Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją” .

To mnie zdyskwalifikowało i nadal dyskwalifikuje jako nauczyciela akademickiego !!! oczywiście w ramach walki z nieuczciwością.

Kto uczył uczciwości, ten w ramach walki z nieuczciwością musi być poza uczelnią!

Czym ta walka różni się od walki Największego Językoznawcy o pokój, której to walki nie mieli szans przetrwać pokojowo nastawieni mieszkańcy tej ziemi ???

Jako ‚niekompetentny’ uformowałem największą ilość aktywnych naukowo absolwentów geologii (w tym profesorów) co w cywilizowanych środowiskach akademickich nazywa się tworzeniem szkoły a w środowiskach dla nauki przestępczych ‘negatywnym oddziaływaniem na młodzież akademicką ‘ i niekompetencją.


W czasie mojej aktywności na uczelni jako ‚niekompetentny’ prowadziłem wiele prac dyplomowych, opiekując się aktywnie magistrantami, ucząc ich rzetelności naukowej. Prace moich magistrantów często były recenzowane poza macierzystą uczelnią.


Realizowałem zatem w praktyce to co dopiero obecnie jej przedmiotem reformy (jak do tej pory werbalnej) rektorów KRASP, których wyprzedziłem o dobre ćwierć wieku. Nie może być tak, że coś co jest uważane za chwalebny element walki o poziom naukowy jednocześnie jest uważane za ‘negatywne oddziaływanie na młodzież’ tylko dlatego, że czyniłem to
z własnej inicjatywny i braku lojalności do deprawujących młodzież akademicką poczynań ‘profesorów’.

Swoje ‚negatywne oddziaływanie na młodzież’ pogłębiałem jako opiekun koła naukowego i w ramach konspiracyjnej działalności w stanie wojennym ( czy też w ramach podszywania się pod Solidarność jak to się określa w języku uj-u) .


Usunięcie mnie z uczelni miało istotny wpływ na
‘niebezpieczne osłabienie tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, obniżenie poziomu nauczania, nadszarpnięcie więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą’ co Senat UJ niesłusznie wiąże z sytuacją ekonomiczną szkół wyższych.

Wina jest wyłącznie po stronie władz uczelni, a nie po mojej, bo nie jest prawdą co twierdził pełnomocnik rektora na posiedzeniu Komisji Pojednawczej w 1990 r., że to ja byłem kimś na kształt dyktatora uczelni ‘zmieniającym kierowników jak rękawiczki’. Żadnych funkcji kierowniczych, a tym bardziej dyktatorskich, w czasie pracy na uczelni nie pełniłem, jakkolwiek samodzielnie kierowałem podlegającymi mi zajęciami, procesem formowania studentów, samodzielną pracą naukową.

Wybitne zaciemnienie mojej działalności w uczelni przedstawił dla Senatu UJ w 1994 r. Dziekan BiNoZ Antoni Jackowski, który za swoje nieuczciwości do tej pory nie stanął przed komisją dyscyplinarną czego się domagałem, a stanął do odznaczeń uczelnianych.

Władze uczelni i KRASP ogłaszają walkę z nieuczciwościami, tolerując jednakże, a nawet promując działania nieuczciwe.

Zamykają jednocześnie drzwi uczelni przed działaniami uczciwymi i nauczycielami mającymi doświadczenia w wykrywaniu i ujawnianiu nierzetelności naukowej, zarówno studenckiej, jak i profesorskiej – szczególnie szkodliwej dla nauki i edukacji.


Dokumenty w mojej sprawie w części zostały zniszczone, jak byłem informowany w czasie rozpraw sądowych. Sąd twierdził, że to były bezwartościowe dokumenty, których nikt nie trzyma, ale nie podał ich wykazu ani dowodu na ich bezwartościowość ! Pozostałe dokumenty są nadal modelowane lub aresztowane, natomiast władze uczelni przedkładają do dnia dzisiejszego ‘prawo’ stanu wojennego nad Konstytucję III RP uniemożliwiając mi do nich dostęp a przekazując je osobom trzecim !(Konstytucja III RP jasno mówi: art.51/3’
Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych’. )
Poszukiwanie prawdy poprzez zamykanie jej w sejfach
z punktu widzenia metodologii naukowej jest dyskwalifikujące i winno skutkować odejściem z uczelni dopuszczających się takiej nierzetelności.


Zaznaczę, że
moje protesty w sprawie deprawowania środowiska i inne ‚niegodne’ nauczyciela poczynania były przedmiotem dochodzeń rzecznika dyscyplinarnego. Ponieważ wykazał on, że wina leży nie po mojej, lecz po decydenckiej stronie – wyniki dochodzenia zaaresztowano.


Na okoliczność obchodów 600 lecia zostało wydane historyczno-futurystyczne dzieło W. Zuchiewicz (red.) –
Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologiczny, Kraków 1999, 152 str. w którym z mojej działalności w ING UJ nie zostało więcej niż 20 %. Mimo to fałszerze historii pracują na UJ a uczelnia ogłaszająca konieczność walki z nieuczciwością – nieuczciwość promuje!

Metoda zwalczania nieuczciwości za pomocą jej promowania z punktu widzenia naukowego, ani moralnego jest nie do przyjęcia na jakiejkolwiek uczelni.

Takich uczelni nie można klasyfikować do grupy uczelni akademickich. Sama liczba profesorów nie może być kryterium oceny wartości uczelni ( w rankingach międzynarodowych w ogóle nie jest brana pod uwagę, stąd takie niskie miejsca polskich uczelni), natomiast liczba profesorów stosujących nieuczciwość w nauce, lub tworzących dla niej przyjazny klimat (np. przez chowanie głowy w piasek, umywanie rąk ) może być natomiast kryterium oceny jej patologii.


Zgodnie z uchwałą KRASP z życia akademickiego winny być wyeliminowane zachowania mające znamiona wykroczeń przeciwko prawu i zasadom, jakimi powinno kierować się w swoim postępowaniu środowisko akademickie.
Niestety te zachowania nie zostały wyeliminowane z życia UJ, a zostali wyeliminowani ci, którzy o taką eliminację walczyli.

Po usunięciu mnie z UJ jako bezetatowiec prowadziłem badania mimo braku środków do życia (żarłem głównie kartofle, a nie było to w czasie okupacji hitlerowskiej czy sowieckiej, a tylko w czasie okupacji ‘profesorskiej’), wygłaszałem referaty naukowe na posiedzeniach PTG, aż do bezprawnego usunięcia mnie z tego towarzystwa przez klikę towarzysza A. Ślączki (po przedstawieniu planu naprawy PTG i autentycznym, demokratycznym wybraniu mnie na delegata na Zjazd naukowy PTG).

U Łukaszenki dzieje się to samo, ale jest to potępiane !!!


Do dnia dzisiejszego pozbawiony jestem warsztatu pracy naukowej,co ma miejsce w okresie powszechnej wieloetatowości na uczelniach, nierzadko fikcyjnej, ale zagwarantowanej prawem ! ( także nową ustawą o szkolnictwie wyższym !)

Jest to hańba zarówno dla środowiska akademickiego, jak i dla organów nadzorczych, oraz dla stanowiących prawo.


Mojej ogromnej biblioteki naukowej, która służyła wszystkim !, w tym do ‘psucia’ młodzieży akademickiej nie byłem w stanie zmieścić w moim małym mieszkanku 50m3 ( słownie 50 metrów sześciennych!). W części biblioteka została zniszczona przez nieznanych sprawców.

Moje geologiczne zbiory naukowe w części wyniesione w kilku plecakach i przechowywane w maleńkiej łazience posłużyły mi do napisania kilku publikacji, część wywiozłem poza Kraków (tak jak w czasie okupacji hitlerowskiej czyniono np. z ołtarzem Wita Stwosza) w celu ich ochrony przed akademickimi ‘poszukiwaczami prawdy‘, część została w ING UJ w piwnicach, gdzie jeszcze w 1995 roku widziałem zapory grożące śmiercią – tym, którzy te zbiory będą niszczyć (ktoś moich zbiorów bronił !). Zbiory te chciałbym opracować jeszcze przed śmiercią fizyczną, która nie nastąpiła w 1987 jako, że postanowiłem ‚cykuty’ nie wypijać ( mimo to sprawdzano czy coś w pokoju jeszcze się rusza, czy nie !) .


O mojej konspiracyjnej i bezetatowej aktywności naukowej świadczą
publikacje w latach 90-tych wykonywane głównie hobbystycznie, przy nakładach (w ostatnich latach) z kieszeni podatnika – 0 zl (słownie – zero złotych polskich). Ich spis jest dostępny publicznie na mojej stronie http://www.geo-jwieczorek.ans.pl gdy natomiast informacje o ludziach nauki i rezultatach ich badań często są niedostępne dla podatnika, z którego podatków (setki tysięcy, miliony złotych) są finansowane.


Działam aktywnie na rzecz normalności w nauce i edukacji jako inicjator Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji i autor wielu już tekstów publicystycznych docenianych zarówno przez profesorów z ekstraklasy światowej, jak i przez studentów, a znienawidzonych przez trzymających kurczowo władzę w nauce i edukacji.


Stworzyłem portal Niezależne Forum Akademickie …dla prezentowania niezależnych tekstów o konieczności rzeczywistych reform w nauce i szkolnictwie wyższym, o patologiach środowiska akademickiego.


Portal cieszy się dużym powodzeniem w środowisku akademickim o czym świadczy fakt, że niemal codziennie ma tyle odwiedzin co witryna oficjalnej ‚reprezentacji’ środowiska akademickiego – KRASP, od początku swojego istnienia !

W UJ chciałbym kontynuować moje badania geologiczne i paleontologiczne oraz działalność edukacyjną, która cieszyła się niestety dużym uznaniem studentów oraz młodych pracowników UJ i jednocześnie nienawiścią ‘profesorów’.

Mogę także zaoferować prowadzenie zajęć na temat niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim(etyka akademicka, mobbing w środowisku akademickim, dobre obyczaje w nauce i edukacji)w celu zrealizowania w praktyce uchwały KRASP w sprawie zwalczania niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim, 2004 oraz realizacji zapotrzebowania środowiska akademickiego, które często się do mnie zwraca w tych kwestiach.

Uważam, że zamiast walczyć m.in. ‘z promotorami, którzy z powodu natłoku zajęć zaniedbują magistrantów, nie czytają dokładnie ich prac i nie przykładają wagi do egzaminów magisterskich’ o wiele bardziej produktywne byłoby przywrócenie do pracy tych promotorów, którzy magistrantów nie zaniedbywali, którzy czytali dokładnie ich prace i przykładali dużą wagę do egzaminów magisterskich, takich którzy do komisji egzaminujących przyszłych magistrów wprowadzali wykładowców z innych szkół.

Od tego należałoby zacząć !!! co ja robiłem już przed ćwierć wiekiem, a czemu ‘gromada błaznów’ położyła kres ‘ na pomieszanie dobrego i złego’.


Moja działalność w uczelni winna przynieść pozytywne skutki w zakresie: przyspieszenia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, a przede wszystkim podniesienia poziomu nauczania i zacieśnienia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą, co jest przedmiotem głoszonej publicznie troski Senatu UJ.

Pozytywna decyzja oznaczałaby wejście UJ na drogę powrotu do uniwersytetu rozumianego jako korporacja nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy, który obecnie zastępuje uniwersytet traktowany jako korporacja kasujących kasę (nierzadko za bubel edukacyjny) i kasujących dyplomy (nierzadko bez pokrycia).

Uprzejmie przy tym informuję, że na pismo z dnia Kraków, 30.09.2004 do członków Senatu UJ nie dostałem do tej pory odpowiedzi ! Wiem jednak, że moja sprawa była wnoszona na obrady Senatu a zmanipulowane informacje na mój temat zostały przedłożone rektorowi UW !!! w celu zdyskredytowania mnie, jako osoby, która rzekomo destabilizuje życie akademickie w Polsce.

Metody te jasno przypominają metody esbeckie stosowane dla uciszenia niewygodnych obywateli.( np. oficer SB o Tygodniku Solidarność – Biul IPN nr.7-8, 2005 s.44 – ‚stanowi jeden z wielu elementów destabilizujących …’.) SB zostało rozwiązane, metody pozostały.

Chciałbym przypomnieć, że nauczyciele akademiccy usuwani w najciemniejszych okresach PRL z uczelni za rzekomo negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką po kilku latach wracali na uczelnie. Odnosi się uzasadnione wrażenie, że obecny reżim akademicki głęboko, szczególnie moralnie ( amoralnie), zakorzeniony w rzeczywistości komunistycznej jest jeszcze bardziej represyjny, a wartości w nim realizowane mają odwrócony znak, jak w orwellowskim Ministerstwie Prawdy.

Kłamliwe są informacje przekazywane mediom o samooczyszczeniu się środowiska akademickiego. Środowisko dokonało jedynie samopobrudzenia m.in. poprzez usunięcie elementu niewygodnego, zbyt niezależnego, cieszącego się zbyt dużym uznaniem młodzieży akademickiej.

Informuję również, że powoływanie się przez władze uczelni na decyzje Komisji Pojednawczej i wyroki Sądów Pracy dla uzasadnienia poczynań władz UJ dowodzi jedynie porażającej i przerażającej deprawacji władz akademickich.


Komisja Pojednawcza nie miała kompetencji przywrócenia mnie do pracy, gdyż z
e strony władz UJ nie było woli pojednania a tylko groźby wyrzucenia mnie z uczelni na wypadek gdyby komisja ośmieliła się wydać korzystne dla mnie rozwiązanie.


Sąd Pracy (po 11 latach od usunięcia mnie z uczelni, po podpisaniu przez Polskę umów międzynarodowych odnośnie respektowania praw człowieka) nie wykazywał zasadności oskarżeń dokonanych przez anonimową do tej pory komisję, bo nawet ich nie rozpatrywał , lecz wykazywał tylko brak swojej kompetencji do przywrócenia mnie do pracy.

Brak kompetencji sądu nie świadczy o mojej niekompetencji ! Parodia procesów sądowych, w których nie przesłuchano żadnego świadka świadczy jedynie o głębokiej deprawacji systemu sądownictwa toczonego przez trąd podobnie jak system szkolnictwa wyższego. Jest to nie tylko moja opinia.

Usunięcie mnie z uczelni uniemożliwiło mi uformowanie co najmniej kilkudziesięciu pracowników nauki i napisanie co najmniej kilkudziesięciu prac naukowych o znaczeniu międzynarodowym.

Miało też poważne konsekwencje ‚wychowawcze’ – wielu nauczycieli boi się podpisywać pod swoimi poglądami, wiedząc że to poglądy i lojalność w stosunku do trzymających władzę w nauce i edukacji są najważniejszym kryterium oceny naukowców.

Nauczyciele akademiccy boją się też uczyć rzetelności i uczciwości naukowej – bo wiedzą już jakimi konsekwencjami to grozi.

Tych ‚zasług’ nikt poza władzami UJ, nie może zapisać na swoje konto.

Chciałbym wyrazić nadzieję, ze nowe władze UJ rozpoczną nowy, bardziej chwalebny rozdział w historii UJ.

Józef Wieczorek

P.S. Oczywiście list był bezskuteczny.

Środowisko rzekomo walczące o poznanie prawdy, o reformy systemu, o jakość nauczania, badania, nagradzania, awansowania reaguje jedynie odważnym chowaniem głowy w piasek.

Na inny rodzaj odwagi go nie stać. Taka odwaga wystarcza do odgrywania roli autorytetów moralnych i intelektualnych i zapewnienia sobie dożywotniej wieloetatowości i doskonałości, której nikt inny (szczególnie ten z głową nie w piasku, lecz podniesioną) zastąpić nie może.

Uniwersytet – fabryka dla przerobu materiału i ludzi

(Dawniej fabryka – dziś uczelnia) Źródło

 

Uniwersytet – fabryka dla przerobu materiału i ludzi

Z lektury: Imelda Chłodna – Edukacja amerykańska. Drogi i bezdroża. Wyd. KUL, Lublin 2008 

Pod koniec lat 50. XX w. nastąpił finansowy kryzys prywat­nych wyższych uczelni. Złożył się nań nie tylko fakt, że inflacja obniżyła wartość dochodu z kapitału fundacyjnego. Zmniejszyły się również fundacje na cele uniwersyteckie; jakkolwiek wzrosła ogromnie liczba fundacji i ich rola w dziedzinie kultury, jednak powiększyły się potrzeby finansowe uniwersytetów w związku z kosztownymi badaniami w dziedzinie nauk przyrodniczych i technicznych. 

W okresie tym znacznie pogorszyła się także sytuacja amery­kańskiego profesora. Dotyczyło to zarówno warunków material­nych, jak i tego, że wraz z olbrzymim wzrostem liczby studentów zniknął z uniwersytetów klimat skupionej pracy naukowej i dy­daktycznej. „Dwadzieścia lat temu campus był domem dla wspól­noty uczonych. […J Obecnie uniwersytet szybko staje się fabryką dla przerobu materiału i ludzi”6. Zmniejszyła się również rola profesora w samym uniwersytecie. Pomimo iż rady wydziałowe miały więcej głosu przez swoich przedstawicieli w różnych komi­sjach uniwersyteckich, profesor został zdominowany przez rze­czywistą władzę prezydenta i administrację uniwersytetu. 

Innym znamiennym rysem były luźne i powierzchowne związki między ciałem profesorskim a młodzieżą. Pomiędzy krę­gami rówieśniczymi studentów, jak również studentów i profeso­rów brak było idei społecznych, będących powodem tworzenia się wspólnot i wymuszających pewną aktywność. 

Profesorowie często narzekali na złe przygotowanie do stu­diów uniwersyteckich., z jakim młodzież przychodziła na uniwer­sytety ze szkół średnich. Miało to swą obiektywną podstawę w tym, że ogromnie wzrosła liczba studentów, którzy poważnie nie interesowali się studiami. Im bardziej masowe stały się stu­dia uniwersyteckie, tym ostrzej występował problem selekcji i kształcenia wybitnie uzdolnionych i poważnie interesujących się studiami. Problem ten pojawił się już na poziomie szkoły średniej. 

Ph.E. Jacob, profesor nauk politycznych na University of Pennsyłvania, w książce wydanej w 1957 r. pisał: „Dominują­cym rysem studentów obecnego pokolenia jest to, że są oni wy­bornie zadowoleni zarówno z tego, co robią obecnie, jak i z wido­ków na przyszłość. […] Oni są w najwyższym stopniu pewni co do tego, że ich losy są w ich władzy niezależne od zewnętrznych okoliczności… Większość studentów jest bezwzględnie egocentryczna. […] Są konformistami, ale nie nalegają na to, aby inni byli do nich podobni. […] Prawie wszyscy cenią tradycyjne war­tości moralne […], ale nie mają skłonności do narzucania ich tym, co od nich odbiegają. […] Z reguły wyrażają potrzebę religii, uwa­żając, że należy ona do ich życia. […] ale ich religia nie kieruje ich decyzjami w świeckich sprawach. […] Skłonni są ulegać rządowi w należny sposób. […] ale polityką nie interesują się i często są w niej analfabetami. […] Zawodowe przygotowanie, wprawa i doświadczenie w stosunkach towarzyskich to są naczelne war­tości, których oczekują od wyższego wykształcenia”27.

Interesująca jest także wypowiedź G.P. Harnwella. prezydenta University of Pennsylvania, który zastanawiając się nad rolą uni­wersytetów jako ośrodków przywództwa ogólnonarodowego, twier­dził: „Według amerykańskiej filozofii college i uniwersytet istnieją przede wszystkim dla studentów. […] a tylko dodatkowo ocenia się je ze względu na spełnianie jakichś funkcji wobec narodu. […]” 

Czy 50-60 lat później w III RP nie mamy podobnych objawów ?

Reformowanie ?

 

Reformowanie ?

Ostatnio cała Polska reformuje naukę i szkolnictwo wyższe. Jak się okazało, że polskie uczelnie kiepsko stoją w rankingu chinskim (szanghajskim), najpierw ranking zdyskredytowano jako mało wiarygodny, a następnie podjęto działania aby sprostać jego wymaganiom. Ranking ten preferuje uczelnie wielkie, więc hasło reformy samo się narzuca „Uczelnie łączcie się”.

I tak się historia kołem toczy. Pod wplywem sowietów w ramach budowy PRL rozparcelowano polskie uczelnie na małe szkółki aby proletariat miał ułatwione zadanie a po latach Chińczycy stymulują integrację uczelni. Starsi pamiętają – tylko w Chińczykach nadzieja ! I coś jest na rzeczy – po latach .

Inny aspekt reformowania to kariera akademicka, ale z tym jest inaczej. Głównym punktem scieżki kariery jest u nas habilitacja – do czasu politruka Sokorskiego (zarządzanie nauką poprzez zcentralizowaną habilitację !) – stanowiąca główne narzędzie zapewnienia prawomyślności (chociaż raczej na rzecz lewomyślności) akademickiej.

PRL upadł, ale nie w nauce ! gdzie mimo reform pozostało po staremu i tak ma pozostać mimo dalszych reform.

Rektorzy intensywanie pracują nad zmianami pod haslem Trzeba utrzymać istniejącą ścieżkę kariery”.

W więc wszystko w normie. Kolejna reforma ma zapewnieć status quo dla beneficjentów PRL ! Kto ma w końcu rozdawać karty jak nie najlepsi z najlepszych ?! wyselekcjonowani starannie na drodze symbiotycznych oddziaływań PZPR-SB-władze uczelni, które do tej pory mimo upadku PZPR i SB jak najbardziej funkcjonują, o czym wielokrotnie można się było przekonać.

Towarzysze i tajni wspólpracownicy nie mają trudności w utrzymaniu się na etatach akademickich, mimo czystek akademickich, ktore ich nie objęły bo przecież to oni je przeprowadzali.

Co więcej można znaleźć architektów akademickiej polityki kadrowej w latach 80-tych którzy mimo, że tylko obdarzeni tytułem mgr ! za zasługi zapewne wchodzą w skład zespołów naukowych ( z profesorami, a jakże) nawet w takiej niszczonej w PRL instytucji jak Polska Akademia Umiejętności.

Ci, którzy zdobywali/ają stopnie według systemu sowieckiego nadal w naszym systemie nie mają problemów. Mimo wejścia do UE, w nauce pozostaliśmy w dawnym bloku.

Inaczej jeśli ktoś rozwijał się naukowo na Zachodzie. Wtedy jest gorzej. Jak się nie wyrzeknie polskiego obywatelstwa, to bez habilitacji na polskiej uczelni profesorem nie będzie !

Zwolennicy utrzymania u nas habilitacji argumentują – nie tylko o u nas jest habilitacja, są też inne kraje gdzie jet hab, a nawet są takie, które hablitację wprowadzają jak np. Francja. Fakt, że we Francji można (choć nie jest to konieczne) habilitacja (habilitation a diriger des recherches), ale nie jest to stopień tylko dyplom.

Jako argument za hablitacją w Polsce Francję się przywołuje na porządku dziennym, ale gorzej jeśli ktoś z takim habilitacyjnym dyplomem chciałby się zatrudnić w Polsce na stanowisku obłożonym restrykcją habilitacyjną. Nie ma szans ! Polska takiego poziomu nie akceptuje.

Fakt – wszystkie rankingi ( bez względu na metodykę) pokazują, że jesteśmy kopciuszkiem – czyli potęgą habiltacyjną, ale mizerią naukową . Głosy reformatorów (na szczęście nie wszystkich) są jasne – tylko habilitacja nas trzyma na poziomie ! Fakt niezaprzeczalny ( trzeba tylko dodac – na poziomie kopciuszkowym !).

Zniesienie habilitacji z radykalnymi zmianami innych parametrów systemowych – rzecz jasna – mogłoby otworzyć polski rynekj naukowy na Polaków (i nie tylko) uformowanych w systemie nie sowieckim, tylko burżuazyjnym czyli wstecznym – gdzieś na Harvardach, Oxfordach, Sorbonach .

I co wtedy ? Jaki byłby los obecnych wieloetatowców, których nikt nie może zastąpić ? Jaki będą mieć argument aby uprawiać fikcję edukacyjną, pozoranctwo naukowe, skoro tamci by ich mogli zastąpić ? . A tak argument jest jasny – wieloetatowość musi pozostać – bo nie ma wykładowców !

I nie daj Boże aby tacy się na horyzoncie pojawili. Litości dla takich nie będzie !