Stan spoczynku a stan nieszkodliwości akademickiej

lesne dziadki 2

(zdj. Józef Wieczorek)

Leśne dziadki w stanie spoczynku doczesnego


Stan spoczynku a stan nieszkodliwości akademickiej

W założeniach zmian ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym” i ustawy „O stopniach naukowych i tytule naukowym” mamy ciekawą propozycję zwiększenia uprawnień wynikających z posiadania tytułu naukowego profesora.

Mamy również informację :” Aktualnie w Polsce tytuł naukowy posiada 14 088 osób, w tym 8823 pracujących tylko w szkołach wyższych. W ogólnej liczbie profesorów tytularnych 44% liczy powyżej 70 lat. Mniej niż połowa tych osób pozostaje na emeryturze (46%), większość jest czynna zawodowo. Żadna inna profesja w Polsce nie cechuje się tak długą i powszechną aktywnością zawodową.”

Propozycja idzie w kierunku zmniejszenia tej aktywności zawodowej poprzez

  • Wprowadzenie możliwości przechodzenia w stan spoczynku nauczycieli akademickich posiadających tytuł naukowy profesora lub tytuł profesora w zakresie sztuki po osiągnięciu wieku emerytalnego (na wniosek profesora, przy rezygnacji z podejmowania pracy dydaktycznej oraz zajmowania stanowisk w instytucjach naukowych i szkolnictwa wyższego).

  • Utworzenie dla profesorów w stanie spoczynku dodatku do emerytury, wypłacanego za pośrednictwem uczelni, która jako ostatnia zatrudniała ich jako w podstawowym miejscu pracy. Łączna kwota emerytury i dodatku wynikającego ze stanu spoczynku nie będzie wyższa niż 75% kwoty przeciętnego wynagrodzenia profesora tytularnego zatrudnionego na stanowisku profesora zwyczajnego. „

Dalej mamy argumentację

Wprowadzenie statusu profesora w stanie spoczynku daje szanse na poprawę warunków finansowych profesorów odchodzących na emeryturę, na godne życie osób, cieszących się najwyższym szacunkiem i zaufaniem społecznym, którzy poświęcili swoje życie dla nauki oraz kształcenia osób o najwyższych kwalifikacjach.

Obecnie wysokość przeciętnej emerytury w grupie profesorów wynosi 3.600 zł. Przeciętny dodatek do emerytury wyniósłby około 2.320 zł miesięcznie.

i konsekwentnie dowiadujemy się, że

„Rozwiązanie to pozwoli części profesorów zrezygnować z podejmowania dodatkowego zatrudnienia na emeryturze w celu zapewnienia normalnego standardu materialnego. Otworzy drogę przyspieszenia kariery naukowej i zawodowej młodszym nauczycielom akademickim.”

Uzasadnienie takiego wyróżniania utytłanych:

„ Tytuł naukowy profesora potwierdza posiadanie najwyższych kwalifikacji naukowych i badawczych, stanowi również warunek do zajmowania najwyższych stanowisk i piastowania najbardziej prestiżowych funkcji w systemie szkolnictwa wyższego i nauki”

Jednak w czasie kryzysu i bezrobocia, na ogół nie finansowanego, trzeba by na nicnierobienie przez profesorow – dotychczasowych (rzekomo) pracoholików wydać spore sumy :

„Wprowadzenie statusu profesora w stanie spoczynku dla profesorów przechodzących na emeryturę (zatrudnionych w uczelni) spowoduje dodatkowe skutki finansowe dla budżetu państwa w wysokości 61,7 mln zł do 2012 roku, przy założeniu, że wszystkie osoby, które osiągną wiek emerytalny zdecydują się na przejście w stan spoczynku (Objęcie statusem profesora w stanie spoczynku również profesorów, którzy przeszli na emeryturę w latach wcześniejszych spowoduje skutki budżetowe w wysokości 141,7 mln zł (wg. stanu na koniec 2007 r.). Ze względu na niepewną sytuację budżetową proponuje się by tę grupę osób uprawnieniami emerytalnymi do 2015 roku.”

Żeby się do tego odnieść w sposób wyczerpujący należałoby napisać sporą książeczkę.

Ale kto na to da fundusze, skoro fundusze mają iść na nicnierobienie ?

Sama skłonność do pracy mnie dyskwalifikuje

i wyklucza z finansowania,

zresztą nie po raz pierwszy !

Finansowanie niepracy, czy spoczynku doczesnego, to dla wielu znakomity pomysł, Ale co powiedzą ci – oprócz mnie, rzecz jasna – którzy pracują i nie są finansowani w ogóle !

Czy taki system, w którym finansuje się niepracę a pracę – nie, ma jakieś szanse przetrwania ?

System akademicki jest w stanie agonalnym, więc może chodzi o humanitarne przyspieszenie agonii ?

Gdyby tak za te miliony sfinansować jakieś projekty np. chociażby projekt o społecznych skutkach finansowania nic nierobienia, to by coś z tego było pożytecznego społecznie. A tak ci co mają czasem aż 360 zł na miesiąc (a nawet mniej) mają finansować nicnierobienie tych,  co mają tylko 3 600 zł na miesiąc, aby im dołożyć jeszcze 2 230 zł, byle tylko nic nie robili !

Jasne, że trudno tu mówić o godności tych co będą utrzymywani przez tych co mają wielokrotnie mniej. Godnego życia im się nie zapewni przez taką operację ( mimo, że tak się argumentuje), bo operacja taka narusza wszelkie normy ludzkiej przyzwoitości.

Przed ćwierć wiekiem postulowałem aby część etatowych ‚profesorów’ przenieść w stan nieszkodliwości, co by dało szanse na przeżycie wielu tysiącom młodym, aktywnym nonkonformistom wyrejestrowanych z systemu akademickiego w czasach wielkiej czystki lat 80-tych.

Beneficjenci tej czystki jak widac nie byłi w stanie wypełnić luki pokoleniowej, którą swoją aktywnością w oczyszczaniu sobie pola spowodowali, lub swoją nieaktywnością pozwolili spowodować.

Teraz mają za to dostać nagrodę w życiu doczesnym, bo czy dostaną w życiu wiecznym to nie jest takie pewne.

Tymi, których wyrejestrowano nikt się nie zajmuje, nikt nie proponuje umieścić ich losu w jakiejkolwiek ustawie, chociaż np. taka kwota 2 230 zł, nie jako dodatek do 3 600 zł, lecz do 0 zł stanowiłaby znaczne wsparcie.

Problem w tym, że tacy na pewno by się nie ograniczyli do nicnierobienia, lecz mogliby jeszcze za takie ogromne pieniądze coś napisać, coś drukiem wydać, jakąś konferencję zorganizować, jakieś projekty opracować,  czy nie daj Boże jakieś www zmajstrować.

Co to, to nie !

Na finansowanie pracy w naszym kraju pieniędzy nie ma

i nie będzie.

Jak ktoś chce pracować,

to niech sobie sam na takie fanaberie zarobi !


I to by było na tyle, bo na ile może być ?

Nonkonformistyczne partnerstwo dla wiedzy – zarządzanie

samopomoc akademicka


PARTNERSTWO DLA WIEDZY

Założenia zmian ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym”
i ustawy „O stopniach naukowych i tytule naukowym”.

wg Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Obecny system szkolnictwa wyższego w Polsce ma wiele wad, które czynią go niewystarczająco konkurencyjnym na europejskim rynku edukacyjnym. Biorąc pod uwagę zbliżający się głęboki niż demograficzny oraz reformy, które przeprowadzane są we wszystkich krajach Unii Europejskiej, Polska zacznie tracić najwybitniejszych maturzystów, którzy wyjeżdżać będą na studia do innych krajów Unii, a uczelnie polskie staną w obliczu żywiołowej likwidacji.

Argumentacja  jak najbardziej słuszna. Z tym , że  drenaż mózgów trwa już od dość dawna  a decydenci jedynie pozorowali reformy. Niestety w tym wstępie brak jest odniesienia do głównej przyczyny obecnej  zapaści w nauce i szkolnictwie wyższym jaka stanowi  generalna ciągłość z PRL i brak działań na rzecz  likwidacji luki pokoleniowej będącej rezultatem wielkiej czystki na uczelniach w latach 80-tych. Inne patologie akademickie  zdają się być pochodną takiej polityki kadrowej. (jw)

Aby przeciwdziałać tym zagrożeniom, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przygotowało projekt założeń reformy szkolnictwa wyższego. Założenia te stanowią pierwszy etap zmian, które doprowadzić mają do wywołania procesów zwiększonego konkurowania polskich uczelni nie tylko o liczbę studentów, ale także o jakość badań i dydaktyki.

Bez przywrócenia do systemu nauki i edukacji tych co osiągali w formowaniu nowych naukowców/ nauczycieli akademickich najlepsze  rezultaty trudno oczekiwać wzrostu poziomu badań i dydaktyki.  Negatywna  selekcja kadr zrobiła swoje i najwyższy czas przerwać ten zamknięty krąg. Widać, ze beneficjenci wielkiej czystki i ich klony nie dają sobie rady na ‚odcinku’ nauki i dydaktyki.   (jw)

Zmiany te otwierają też możliwości zrealizowania drugiego etapu reformy po przyjęciu strategii rozwoju szkolnictwa wyższego. Celem obu etapów reform jest doprowadzenie do tego, aby najlepsze polskie uczelnie osiągnęły miejsce w pierwszej dwudziestce w rankingach europejskich do 2020 roku oraz, aby nastąpiło zwiększenie liczby studentów z zagranicy studiujących w RP o 200%. Proponowane zmiany wprowadzają dywersyfikację sposobu finansowania uczelni tak, aby uruchomione mechanizmy motywowały je do konkurowania o poprawę jakości nauki i dydaktyki. Służyć temu mają również niezbędne na tym etapie zmiany w systemie zarządzania szkołami wyższymi, w modelu kariery akademickiej oraz w prawach i obowiązkach studentów.

Przedstawione propozycje w systemie zarządzania uczelniami zmierzają przede wszystkim do zwiększenia autonomii szkół wyższych w zakresie prowadzenia dydaktyki. Najlepsze uczelnie zostaną uwolnione od skomplikowanych centralnych procedur administracyjnych. Otrzymają pełną swobodę w zakresie tworzenia autorskich, innowacyjnych i interdyscyplinarnych kierunków studiów. Promocji najlepszych służyć będzie również silniejsze powiązanie finansowania z efektami działalności dydaktycznej i naukowej.

Wyłonione zostaną KNOW-y – Krajowe Naukowe Ośrodki Wiodące.
Będzie to pierwszy krok w kierunku stworzenia w Polsce uczelni flagowych wyróżniających się jakością badań naukowych i dydaktyki w skali Europy. Priorytetowo będą również jednak traktowane te uczelnie które poprzez integrację z regionalnym rynkiem pracy, środowiskiem gospodarczym oraz otoczeniem społecznym realizować będą zadania naukowo-badawcze specyficzne dla regionu. Jednym z instrumentów, który pozwoli na bardziej dynamiczną współpracę uczelni z otoczeniem społeczno-gospodarczym będzie wprowadzenie możliwości powołania rektora w drodze otwartego konkursu oraz zwiększenie jego kompetencji i zakresu odpowiedzialności.

Drugim elementem reformy jest kariera naukowa. Struktura wiekowa oraz sposób awansu w Polsce znacząco odbiegają od standardów światowych. Stan ten nie znajduje uzasadnienia w osiągnięciach naukowa takich jak publikacje, patenty, granty z instytucji zagranicznych: niski poziom powyższych wskaźników nie odzwierciedla polskiego potencjału naukowego. Punktem zwrotnym mogą okazać się proponowane mechanizmy mające na celu podniesienie poziomu doktoratów, uproszczenie i ukierunkowanie procedury habilitacyjnej na realne osiągnięcia naukowe oraz otwarcie uczelni na wybitnych naukowców z zagranicy.

Filarem reformy są również rozwiązania dotyczące studentów. Mają one na celu zniesienie barier szczególnie dla studentów pochodzących z rodzin mniej zamożnych, poprzez poszerzenie dostępności do bezpłatnych studiów, zwiększenie środków na pomoc materialną, uproszczenie procedur i ułatwienia w systemie poręczeń w zakresie przyznawania kredytów studenckich. Ochronę praw studenta zapewni wprowadzenie obowiązku powszechnych umów zawieranych pomiędzy studentem a uczelnią. Z drugiej strony specjalne granty i nagrody dla najlepszych studentów i doktorantów mają na celu stworzenie w polskich ośrodkach optymalnych warunków dla rozwoju wybitnych młodych naukowców. Efektywne mechanizmy łączące uczelnie z rynkiem pracy podniosą z kolei poziom przygotowania absolwentów do potrzeb pracodawców.

W kontekście przyjętego przez rząd w grudniu 2008 r. pakietu ustaw reformujących naukę proponowane rozwiązania są niezbędnym krokiem dla zapewnienia spójności systemu nauki i szkolnictwa wyższego oraz konieczności sprostaniu wymogom rosnącej konkurencji na rynku europejskim i światowym.

I. Nowy model zarządzania szkolnictwem wyższym

Proponowane zmiany zmierzają w kierunku stworzenia lepszych warunków funkcjonowa­nia szkół wyższych w Polsce. U podstaw proponowanych zmian leży przekona­nie, że potencjał tkwiący w polskich uczelniach powinien być pełniej wyko­rzystywany poprzez zwiększenie ich autonomii, uwzględnienie instrumentów zarządzania jakością oraz przez wzmocnienie powiązań uczelni z otoczeniem zewnętrznym.

Liczba szkół wyższych w Polsce wzrosła do 435, ale dużej liczbie szkół nie towa­rzyszy proces ich różnicowania się i specjalizacji. Świat instytucji akademickich jest nato­miast silnie zróżnicowany zarówno wertykalnie (instytucje lepsze i gorsze), jak i horyzontal­nie (realizo­wane misje). Dotychczasowa polityka wobec szkolnictwa wyższego w Polsce ma, po pierwsze, charakter zuniformizowany, w niewielkim stopniu uwzględniający potrzebę zróżnicowania insty­tucjonal­nego.

Po drugie, jest ona pasywna, to znaczy ukierunkowana na finansowanie procesualne, w niewielkim stopniu biorąca po uwagę efekty: badań, kształcenia oraz współpracy z otoczeniem społeczno – gospodarczym.

Wprowadzane zmiany zmierzają do odejścia od dotychczasowego zarządzania szkolnic­twem wyższym na poziomie krajowym oraz instytucjonalnym w kierunku zwiększenia autonomii uczelni o dużym potencjale naukowym i dydaktycznym oraz aktywnej (zadanio­wej) polityki rządu.

Zróżnicowanie polityki rządu wobec szkolnictwa wyższego będzie dokonane przez:

(a) zwiększenie autonomii uczelni w zakresie określania i realizacji misji uczelni (w tym: kształtowania oferty dydaktycznej oraz w zakresie podarowania zasobami materialnymi i niematerialnymi uczelni),

(b) zwrot w kierunku finansowania zadaniowego (promocja kultury zdobywania środków w drodze konkurencyjnej),

(c) zwiększenie nacisku na efekty działalności uczelni, a w szczególności jakość pro­wadzonych badań naukowych i dydaktyki oraz powiązanie uczelni z otoczeniem społeczno-gospodarczym.

Prezentowane założenia mają na celu:

  • projakościowe finansowanie szkół wyższych;

  • poprawę jakości kształcenia;

  • lepsze wykorzystanie potencjału badawczego i dydaktycznego polskich uczelni;

  • integrację uczelni z otoczeniem społeczno-gospodarczym – tworzenie regionów wiedzy;

  • stworzenie mechanizmu wyłaniania krajowych naukowych ośrodków wiodących;

  • umożliwienie zmian w ustroju uczelni publicznej;

  • optymalizację sposobu funkcjonowania organizacji przedstawicielskich i kontrolnych.

Projakościowe finansowanie szkół wyższych

  • Bardziej przejrzysta dotacja stacjonarna oraz statutowa będzie przeznaczona przede wszystkim na zachowanie ciągłości funkcjonowania uczelni. Polityka rozwojowa będzie finansowana w trybie konkursowym ze środków budżetu państwa oraz środków strukturalnych UE.

    Realne zwiekszenie autonomii uczelni  wymaga zwiększenia autonomicznej zdolności uczelni do zdobywania środków pozabudżetowych. W projekcie nie ma określonego pułapu finansowania budżetowego. Uczelnie zachodnie rzadko są finansowane   powyzej 30% z budżetu. O resztę muszą same zadbać. Gdyby w reformie określono stopniowe zmniejszanie dotacji budżetowej oraz stworzono warunki do pozabudżetowego finansowania uczelni to byłby krok do przodu. Uczelnie jakoś nie mają motywacji do zatrudniania naukowców którzy za małe pieniadze, albo i bez,  potrafią coś w nauce i dydaktyce zrobić. Wolą takich,  którzy są dobrze umocowani i są w stanie ściągnąć pieniądze dla uczelni nie zawsze wykorzystane na podniesienie poziomu nauki i dydaktyki.

  • Wzmocnienie zadaniowego charakteru dotacji stacjonarnej poprzez powiązanie jej z kształceniem studentów. Wysokość dotacji będzie uzależniona od liczby studentów oraz wskaźnika kosztochłonności studiowania. Wskaźnik kosztochłonności, zróżnicowany zależnie od kierunku studiów, będzie uwzględniał niezbędne koszty osobowe, bazę infrastrukturalną oraz koszty pośrednie. Ponadto dotacja uwzględni ocenę jakości dydaktyki dokonywaną przez PKA.

    To chyba słaby  argument i mało przejrzysty. PKA działa już wiele lat a dydaktyka akredytowana przez PKA leci na łeb na szyję. Jakość dydaktyki trzeba chyba inaczej mierzyć. Skoro najwyzej cenionych dydaktyków uczelnie wcale nie chcą więc chyba chyba dydaktyka na wysokim poziomie po prostu uczelniom przeszkadza ?

  • Wysokość dotacji statutowej będzie zależała od oceny parametrycznej dokonywanej przez KEJN.

  • Umożliwienie pokrywania kosztów przeprowadzania przewodów doktorskich osób spoza uczelni przez osoby fizyczne.

W bliższej i dalszej przyszłości szkolnictwo wyższe będzie miało bardzo istotny wpływ na rozwój społeczeństwa wiedzy, społeczeństwa twórczego i innowacyjnego, co bezpośrednio przełoży się na rozwój gospodarczy Kraju.

Tak powinno być,  ale trudno być optymistą. Skoro uczelnie są mało twórcze i innowacyjne,  to i społeczeństwa tego nie nauczą.

Finansowanie szkolnictwa wyższego i badań naukowych jest inwestycją w kapitał ludzki, inwestycją, która powinna mieć priorytet społeczny, bo ma wysoki, choć długoterminowy zwrot.

Chyba nie do końca tak jest skoro kapitał ludzki w szkolnictwie wyzszym jest marnotrawiony,  czy wręcz niszczony – autonomicznie !  szczególnie na uczelniach ‚flagowych’  bo te mają prestiż i mogą z kapitałem robić co chcą i tak dostaną największe dotacje.   Patologiczne zarządzanie  i niszczenie kapitału ludzkiego i warsztatow pracy winno skutkować obniżeniem/zaniechaniem finansowania takich uczelni   bez względu na to jaka flaga na nich powiewa.

Jak się szacuje, w krajach, gdzie nakłady na szkolnictwo i naukę są już wysokie, zwiększenie nakładów o 0,1% PKB prowadzi w dłuższej perspektywie, rzędu 20 – 30 lat do wzrostu PKB o ok. 1,5%.

Przy bardzo dużej liczbie studentów (liczba studentów w Polsce wzrosła z 403 tys. w roku akademickim 1990/1991 do 1.930 tys. w roku akademickim 2007/2008, co powszechnie uważa się za jedno z osiągnięć przemian ustrojowych zapoczątkowanych dwadzieścia lat temu) nakłady na jednego studenta były niskie (cztero–, trzykrotnie niższe niż w wiodących krajach europejskich) i malały, ponieważ szybciej rosła liczba studentów niż nakłady na szkolnictwo ogółem.

W Kraju osiągnęliśmy jeden z wyższych w świecie wskaźników skolaryzacji (ponad 50% w ujęciu brutto).

No i doskonale widać, ze nie ma żadnej pozytywnej korelacji między tym wskaźnikiem a innowacyjnością gospodarki. Liczba dyplomów nie przekłada się  nawet  na wielkość populacji zdolnej do rozumienia słowa pisanego.

Według prognoz demograficznych w najbliższej przyszłości (w okresie najbliższych kilkunastu lat) liczba osób w „wieku studenckim” będzie malała, a więc można przyjąć, że liczba studentów nie będzie rosła, co – przy utrzymaniu w najbliższej przyszłości dotychczasowej wysokości dotacji budżetowej na szkolnictwo wyższe – pozwoli zbliżyć się pod względem nakładów na studenta do średniej europejskiej.

Zmiany w sposobie finansowania szkolnictwa wyższego mając na celu:

  • silniejsze niż dotąd powiązanie finansowania z efektami działalności dydaktycznej
    i naukowej; obecne finansowanie jest bardziej nastawione na „wejście”, na zasoby, niż na „wyjście”, na efekty,

    Tak powinno być,  ale  jak to zostanie osiągniete ?

  • zmianę proporcji pomiędzy dotacją budżetową i środkami finansowymi zdobywa­nymi przez uczelnie w drodze konkurencyjnej (konkursowej); obecnie środki pozy­skiwane przez uczelnie w drodze konkursów stanowią relatywnie niewielki „doda­tek” do dotacji budżetowej.

    ………………………………………………………………………….

Co słychać starego ? czyli o nauce polskiej 20 lat później

Co słychać starego ?

czyli o nauce polskiej 20 lat później

JW dyby

4 czerwca 1989 r. to dla wielu Polaków jedna z dat przełomowych, data wychodzenia z komunizmu. Ale czy naprawdę wyszliśmy z komunizmu ?

Chyba nie do końca. Co więcej nie za bardzo chcemy się z komunizmem rozliczyć. Ustawy dokomunizacyjnej mimo upływu lat nie ma do tej pory i chyba chodzi o to aby już nigdy jej nie było.

W sprawie lustracji środowisko akademickie, zwykle konformistyczne, wykazało się iście heroiczną postawą organizując bunt antylustracyjny.

W walce o niepoznanie własnej historii wreszcie ujawnił się nonkonformizm, tak na codzień deficytowy. Widać przeszłość środowiska akademickiego to sprawa poważna, skoro na jej poznanie uczelnie same sobie nakładają kaganiec, ograniczają wolność swoich badań.

Władza POPów

Na froncie walki o pokój, o wprowadzenie nowego, jedynie słusznego systemu, szczególną rolę mieli odgrywać ludzie nauki – tzn. nowi ludzie nauki, postępowi i ideowi. Ci mieli wychować nową młodzież budującą nowy ustrój.

Wielu ‚starych’ profesorów uformowanych w Polsce ‚burżuazyjnej’ nie za bardzo chciało tworzyć Polskę ‚demokratyczną’ więc zastępowano ich nowymi, uformowanymi często na froncie wschodnim.

Nie wszyscy mieli pojęcie o nauce, ale z braku odpowiednich kadr wielu z nich wyznaczano na Pełniących Obowiązki Profesorów, którzy mieli wspierać Pełniących Obowiązki Polaków wprowadzających nowy ład i porządek, i zakładających Podstawowe Organizacje Partyjne.

Władza POPów, w różnych wcieleniach, odcisnęła się na obliczu Polski Ludowej tak silnie, że skutki są do dziś widoczne, ale ślady ich działalności są skrupulatnie zacierane.

Dyskusje na temat poznawania niechlubnej przeszłości, także autorytetów naukowych, koncentrują się głównie wokół IPN i materiałów wytworzonych przez SB. Ale co z badaniem materiałów PZPR czy archiwów akademickich ?

Z tym jest znacznie gorzej. Proszę spróbować odtworzyć składy POP PZPR na uczelniach, czy w instytutach naukowych. Nader rzadko to się udaje.

Bez zgody POP PZPR nie było można nikogo awansować, usunąć, wysłać za granicę. POP rozdawały karty na uczelniach, decydowały o polityce kadrowej, a badań na ten temat nadal nie ma. Nie bez przyczyny.

Wielu członków POP nadal ma się dobrze w systemie szkolnictwa wyższego, które niestety tak dobrze się nie ma, a władze uczelni dzielnie walczą, aby to co zostało ukryte pod dywanem w czasie transformacji nadal nie ujrzało światła dziennego.

Metodologia badań naukowych

Po 20 latach od ‚upadku’ komunizmu na uczelniach dominują beneficjenci systemu PRL i dbają o ‚właściwą’ metodologię prowadzonych badań, piętnując każde odchylenia.

Ostatnio było sporo szumu w sprawie – podobno niewłaściwej – metodologii badań historycznych na poziomie magisterskim. Nikt nie jest natomiast zainteresowany metodologią badań historycznych na poziomie profesorskim.

Metody badań profesorów z uczelnianych komisji senackich, ‚historycznych’, dla ustalenia pokrzywdzonych w PRL, czy nad opracowaniem dziejów uczelni w ostatnich kilkudziesięciu latach – budzą konsternacje, a ich metodologia winna być bez zarzutu, wzorcowa.

Historycy komisji najstarszej polskiej uczelni badają krzywdy, ale głównie wśród beneficjentów systemu, pomijając ofiary systemu, także tych, którzy mają status pokrzywdzonego ! Oryginalna metodyka – nieprawdaż ? I nikogo to nie razi.

W dziele historyków przygotowanym przez samych profesorów historii na 600- lecie UJ – „ Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” nie zauważono nawet, że w Polsce, nie tak jeszcze dawno, był stan wojenny. Nie jest to wyjątek, bo stosowana metodologia badań historycznych prowadzi do tego, że historie uczelni polskich zwykle doprowadzane są do roku 1968 r. a potem – przeskok do roku 1989, może z kilkoma ogólnikowymi zdaniami o tym co było w międzyczasie.

Podobnie historycy polemizując z kolejnymi projektami reform w nauce, przypominają jakie szkody w nauce wyrządziły ‚reformy’ roku 1968, całkiem zapominając o ‚reformach’ lat 80-tych.

Taka jest metodologia badań i taki poziom niezawisłości od faktów wśród nadal Pełniących Obowiązki Profesorów.

Wielka czystka w nauce

‚Reformy’ lat 80-tych poskutkowały wielką czystką kadrową w nauce, ale także, jak obecnie widzimy, wielką czystką pamięci środowiska akademickiego. Wyrejestrowano wówczas z systemu nauki tysiące młodych, nonkonformistycznych pracowników akademickich, o zbyt dobrej pamięci i zbytnio aktywnych. Na nich skupiała uwagę i PZPR, i SB, jako na głównych ich wrogach i przeciwnikach systemu, negatywnie wpływających na młodzież akademicką.

O tym można bez trudu można przeczytać w archiwach pozauczelnianych (materiały PZPR w Archiwach Akt Nowych, czy materiały SB w archiwach IPN), ale na uczelniach informacje dotyczące tego okresu są na ogół niedostępne. Nieco można znaleźć w internecie.

Uczelnie autonomicznie bronią natomiast dostępu do informacji publicznej, zamienianej w informację sekretną, lub jej brak, powołując się dla jej utajniania np. na ustawodawstwo stanu wojennego, którego istnienia nie zawsze potrafili uchwycić w historiach uczelnianych !

W ciągu ostatnich 20 lat, w mediach słyszymy często o luce pokoleniowej w nauce, ale nie ma odpowiedzi jak to się stało, że taka luka powstała.

Wielka czystka dokonana wśród nieposłusznej kadry akademickiej w latach 80-tych stanowi główny powód tej luki. Beneficjenci tej czystki nie byli w stanie z przyczyn intelektualnych, ani nawet nie mieli zamiaru z przyczyn ekonomicznych, luki ograniczyć.

Z powodu braków kadrowych akademiccy beneficjenci PRL, byli i nadal są produktem poszukiwanym na kwitnącym rynku edukacyjnym i mają zapewnione i po kilka etatów. Po co zatem mają likwidować to co im przynosi profity ?

Wielu historyków zastanawia się nad przyczynami okresowej klęski ZSRR po napaści Hitlera 22 czerwca 1941 r.  Różne są interpretacje, ale jedną z przyczyn jest luka kadrowa wojskowych po przeprowadzeniu przez Stalina wielkiej czystki w końcu lat 30-tych. Czystka miała miejsce głównie wśród kadry dowódczej i lukę można było szybko uzupełnić i wzmocnić potencjał wojenny.

Czystka w nauce lat 80-tych przeprowadzona na ogromną skalę dotyczyła głównie młodszych, więc spowodowała lukę pokoleniową, trudniejszą do szybkiego wypełnienia i do wzmocnienia potencjału intelektualnego.

Nowe kadry, stare problemy

Po 20 latach mamy już nowe pokolenie w nauce, uformowane przynajmniej na szczeblu szkolnictwa wyższego, już po tzw. transformacji. Winno być inaczej niż w PRL, bo jak zwykle słyszymy – potrzebna jest zmiana pokoleniowa aby coś się mogło zmienić. Pokolenie już nowe – problemy nadal stare.

Otwarto szeroko granice, ale naukę polską poza granicami jakoś słabo widać, oczywiście z wyjątkami, ale te zawsze były, także w czasach PRL. Wiele tych wyjątków, jak nieraz słyszymy, zawdzięczało swą wyjątkowość PZPR, czy SB – ale nie wszyscy.

Blokada rozwoju młodych, strach przed konkurencją, powoduje, że starsze kadry jakby przejęły rolę dawniej pełnioną przez stróży porządku socjalistycznego.

W 1946 r. politruk Włodzimierz Sokorski, który z braku nowej kadry naukowej, po przełamaniu frontu wojennego, rzucony został na front nauki, jasno mówił o zarządzaniu nauką przez scentralizowaną habilitację. Trzeba było znaleźć sposób na uformowanie posłusznych.

I tak zarządzano, nawet dość skutecznie, a nowe środowisko tak się przyzwyczaiło do takiego zarządzania, że o zmianach na wzór zachodni nawet nie chce słyszeć do dnia dzisiejszego.

Rzec by można : Jak nas partyjniacy ustawili, tak chcemy stać i innych ustawiać !

I tak ustawiają, może z pewnymi modyfikacjami – ale jednak skutecznie, o czym mogliśmy się przekonać i w ciągu ostatnich miesiącach.

Jak dr Jarosław Pająk podniósł publicznie dokonanie plagiatu przez rektora Akademii Medycznej, zaraz przy próbie habilitacji został osadzony na miejscu. Dzięki roztargnieniu prof. Krzysztofa Drewsa, który napisał mu dwie przeciwstawne recenzje – jedną chwalebną, drugą dyskwalifikującą, przynajmniej wiadomo jak w praktyce wygląda ‚ocena’ prac naukowych. A to tylko wierzchołek góry lodowej, który dotąd był znany tylko w kuluarach.

Dr Marka Migalskiego, niewłaściwie dla środowiska akademickiego ukierunkowanego politycznie, nie dopuszczono nawet do otwarcia przewodu habilitacyjnego. Nieco szczęścia ma prof. Andrzej Nowak, że jego ‚odchylenia’ wykryto dopiero po habilitacji, więc tylko spotyka się z ostracyzmem.

Nie ma już wiodącej PZPR, ani SB, ale niemerytoryczne – uwarunkowane politycznie, (nie)etycznie – oceny, awanse, degradacje, nominacje – pozostały.

A co na to środowisko ? Rzadko reaguje. Nie na darmo wyselekcjonowano je spośród posłusznych, aby się teraz buntowało ! Jak się głowę schowa do piasku, to z ‚podręczną strusiówką’ można do emerytury przetrwać.

Mamy wolność, ale przed wypowiedzią, po wypowiedzi – nie do końca. Nikt nie wierzy w merytoryczną ocenę jego dokonań naukowych, więc lepiej siedzieć cicho. Wiadomo, że wartość dorobku z dnia na dzień może się drastycznie zmienić. To co było znakomite, może się okazać niedorzeczne, jeśli naukowiec okaże się niepoprawny w swych dociekaniach, w promocjach, petycjach.

Urzędu cenzury co prawda już nie ma, ale cenzura, w tym autocenzura, ma się zupełnie dobrze. Szczególnie wysoko są cenieni ci, którzy potrafią sami z niej korzystać.

Uczelnie mają zagwarantowaną autonomię do zakładania sobie kagańców i z tej autonomii nieraz korzystają. Jak sobie same kaganiec założą, nie muszą się obawiać o finanse, dotacje, nominacje, akceptacje.

Jak widać w nauce polskiej w 20 lat po transformacji – bez zmian. Może mówienie o transformacji nie do końca jest zasadne, skoro wiele zmieniono tak, aby pozostało po staremu ?.