Ostracyzm wobec przewodniej siły narodu

akademicka_optyka

Ostracyzm wobec przewodniej siły narodu

Szperam sobie w archiwach a to państwowych, gdzie cokolwiek ocalono z z papierów wiodącej siły narodu, a to w IPNowskich, gdzie też ocalało trochę papierów, tych co ochraniali nasz kraj przed tymi co wykazywali postawę wrogą wobec tworzenia najlepszego z systemów.

Czytam i czytam i co rusz to okulary przecieram, bo się okazuje, że przewodnia siła narodu, która miała prowadzić lud do budowy systemu, takiego aby każdy miał według swoich potrzeb, była ciągle szykanowana, a nawet objęta ostracyzmem. No i jak tu przewodzić rewolucji z pozycji wykluczenia ? Co ciekawe,   ten wykluczany aparat robił wszystko, aby na tej pozycji pozostać jak najdłużej ? Widocznie był to aparat masochistyczny.

Ale zachowały się też papiery, które pokazują rzecz odmienną. Jest w nich mowa o nomenklaturze, czyli o stanowiskach które były zarezerwowane dla przynależnych do PZPR, i tych które bez parafki partyjnej objęte być nie mogły. Czyli nomenklatura nie stanowiła wykluczenia towarzyszy przez nieposłuszny wrogi lud, lecz to nomenklatura wykluczała innych na tych stanowiskach ! Czyli całkiem na odwrót.

To nie społeczeństwo wykluczało partyjnych, ale partyjni wykluczali innych członków społeczeństwa, jako niegodnych zajmowania stanowisk, które ci dla siebie zarezerwowali.

Czyli taki ostracyzm skierowany przeciwko społeczeństwu, którego całkiem spora część była traktowana jako wrogowie systemu, jako stanowiąca zagrożenie dla różnych obiektów, jak np. uczelni, gdyż mogłaby przecież negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką, która miała nauczyć się jak budować nowy system.

Jak widać, tak jak cały ten system, jest to wszystko poplątane i na głowie postawione.

Trzeba stanąć na głowie, aby to co oni tam powypisywali odczytać jak należy, czyli tak jak było.

Fakt, że z tym stawianiem rzeczy na głowie to im się jednak udało.

W okresie tzw. transformacji, kiedy to co stało na głowie, miało być postawione na nogach, a gruba kreska miała przeszłość odciąć od teraźniejszości, ja stanąłem przed komisją pojednawczą, aby wrócić tam gdzie mnie wykluczono. Problem w tym, że gruba kreska działała bardziej rozdzielająco niż mur berliński. Ci, którym dokopano – mieli być wykopani, a ci co kopali – mieli tworzyć piramidy sukcesu.  Dzięki grubej kresce przeszłość przeszła do teraźniejszości i została podniesiona do n-tej potęgi.

Sama myśl powrotu była nie do zaakceptowania. Neosolidarnościowcy, którzy nic nie robili przez lata, nagle stali się aktywni i to w obronie towarzyszy rzekomo szykanowanych przez tych co ich już nie było ! Bycie przy władzy to była wyjątkowa szykana, ostracyzm i dolegliwość i trzeba było towarzyszy bronić i hołubić . Opłacało się. Po pewnym czasie towarzysze z wdzięczności im się odpłacili i namaścili ich do kontynuowania władzy.

Ja natomiast, jak się okazało nie tylko nie bylem szykanowany, ani wykluczony, ale to ja byłem w PRL dyktatorem UJ, który zmieniał kierowników jak rękawiczki. Rektor tego nie mógł robić, a ja podobno robiłem!

Zdębiałem, bo ja rękawiczek nie noszę (chyba,  że jest poniżej 20 0C ) więc  zarzut niejako  był słuszny bo podobnie jak nie zmieniam rękawiczek, nie mogłem zmieniać i kierowników.

Rzecz w tym, że mówił to dziekan napełniony mocą rektorską z maczugą (zwaną nie wiem dlaczego berłem) w ręku i zamordowanym gronostajem na ramionach.

Kto by to wszystko rozumem objął ? Trzeba na to mieć chyba (bez)rozum rektorski, jak widać odziedziczony po (bez)rozumie partyjnym, bo oni tak samo rozumowali.

Taki stan rzeczy bynajmniej się nie skończył w okresie transformacji. Kiedy utworzyłem NFA, po niedługim czasie okazało się, że to nie ja utworzyłem, ale NFA powstało zdaje się 8 dnia tworzenia świata, a ja to niecnie przejąłem.

Kiedy NFA zauważono w ministerstwie i w prezydenckiej rezydencji okazało się, że to inni na mnie tyrają, a ja robię karierę ( bezetatowca rzecz jasna, czego mi wieloetatowcy szczególnie zazdroszczą ).

Jeden z członków rady, którego wciągnąłem na listę aby mieć pod bokiem takiego co to widzi świat na opak (jak wielu innych w środowisku akademickim), tak to jasno określił – on tyra na mnie.

Fakt, ze biedak przez wiele miesięcy nie był w stanie się zorientować jaki jest adres NFA ( musiał chyba wiele sił stracić na poszukiwania, stąd chyba to zmęczenie tyraniem w cyberprzestrzeni) nie mówiąc o trudnościach jakie napotykał z czytaniem tego co tam zostało umieszczone (czytanie ze zrozumieniem to rzeczywiście katorga ).

W końcu żal mi się go zrobiło i mówię : dość tego tyrania – jest pan wolny.

I tu nastąpił bunt typowy dla populacji niewolników. Jak można człowieka niewolnego – uwalniać od tyrania ?! Gdzie on się biedak podzieje ? Jak on przeżyje bez tyrania ? Jemu się należy status tyrającego na mnie, a ja tą tyradę odrzucam ! Rzecz niesłychana. Znowu się okazałem dyktatorem, tym razem tym, który innym nie pozwala na siebie tyrać ! Taki to skandal.

Jak porównuję te moje doświadczenia i to pisanie na NFA, z tym co się wypisywało na plenach PZPR wnioskuję, że komunizm bynajmniej nie upadł, lecz pozostał, a nawet się rozwinął, no i trochę przepoczwarzył w sercach i umysłach niewolników PRLowskich i ich sukcesorów.

Polecam państwu czytanie, przynajmniej od czasu do czasu, papierów ubeckich i tow(arzyskich) aby utrzymać się w stanie higieny umysłowej, co jest niezwykle ważne w tym pełnym brudów (pół)światku odziedziczonym po eksperymentach intelektualistów lewoskrętnych.

Reklamy

Jedna odpowiedź

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: