Wieloetatowość dobija naukę

 

smuta-a

Wieloetatowość dobija naukę

Kiedy przygotowywano do przepchnięcia w sejmie bubel legislacyjny w postaci obecnej ustawy o szkolnictwie wyższym nie chciano większych zmian argumentując ‚nauka nie znosi rewolucji.’

Zrobiono wszystko aby nie akceptować takich ‚rewolucyjnych ‚ postulatów,   jak wprowadzenie jednoetatowości w szkolnictwie wyższym. Ilość możliwych do obsadzenia przez jedną osobę etatów ograniczono, uzależniono od zgody rektora, ale furtka pozostała i jest uchylana dla tych co potrzebują i są mili dla decydentów, lub sami decydentami są.

W mediach krzyczano po uchwaleniu ustawy „Rewolucja w szkołach wyższych!” Bo zdaniem mediów, jak ktoś już nie będzie pracował np. na 17 etatach, to już jest rewolucja i taką rewolucję jak najbardziej – nauka zniesie !

W ramach tej rewolucji ciała kolegialne zezwalają (a jakże) także rektorom uczelni pracować na wielu etatach i wszystko jest O.K. Wielu innych ( nie-rektorów) pracuje też na wielu etatach co widać np. po zrobieniu ‚kwerendy’ akademickich baz danych.

Na wielu etatach bez problemu pracują też dawni funkcjonariusze PZPR, TW, bo ci są solidarni między sobą i na młodzież akademicką negatywnie nie oddziałują. Obawy nie ma. Gruba kreska ten wpływ odcięła. Problem jest tylko z tymi co w PZPR czy TW być nie chcieli i do tej pory z obawy aby nie psuli młodzieży, nawet na jednym etacie nie mogą pracować, nie mówiąc już o wielu. Tych gruba kreska też odcięła. I nikt tej kreski do tej pory nie chce przekreślić ! także Solidarność, bo ta z tymi co Solidarność tworzyli solidarna nie jest, wybierając od czasów okrągłostołowych solidarność z PZPR i innymi beneficjentami systemu, także tam gdzie chodzi o kanty.

W ramach deklarowanej polityki miłości mamy miłować tych co z PZPR, co TW, tych z wieloma etatami, z kasą. Ci którzy tego nie miłują – to nienawistnicy i takich miłować nie trzeba. Co komu przyjdzie np. z miłowania bezetatowca ?

Wieloetatowość dobija naukę bo czyni ją pozorną, bo proces formowania młodego człowieka zastąpiono taśmą produkcyjną dyplomów bez wartości ale zapewniającą wieloetatowcom kasę, a uczelniom ich zatrudniającym spełnianie minimów kadrowych, czyli trwanie.

Propaganda – na uczelniach nikt nie chce pracować, bo tam pensje głodowe – jest oczywistą manipulacją zważywszy na fakt, że to beneficjenci tego patologicznego systemu trzymają się tych ‚głodowych’ etatów do grobowej deski, zatrudniają na tych ‚głodowych’ posadach swoje pociechy i krewnych ( aby im w głodowaniu towarzyszyli ?) i robią wszystko aby ci co i za mniejsze pieniądze ( lub bez pieniędzy) mieli/mają większe osiągnięcia , widoczne dla studentów ( i nie tylko studentów) gołym okiem, czasem na uczelniach się nie zjawili, aby kontrastu nie było!

Wieloetatowcy stworzyli lukę pokoleniową, wycinając lepszych od siebie, aby im było dobrze tzn. aby mogli czerpać dożywotnie korzyści z ‚głodowych’ etatów , no i by nosić status pokrzywdzonego, poświęcającego się dla idei poszukiwania prawdy i formowania nowych pokoleń.

Ale biada temu kto by chciał im pomóc w tym poszukiwaniu i formowaniu, nie mówiąc o wyręczeniu w tym poświęceniu.

Reklamy

Komentarzy 5

  1. Pewnie Pan spadnie z krzesła, ale zgadzam się ze wszystkim.

  2. kompletne bzdury… problem jest o wiele bardziej skomplikowany, a ta – pełna resentymentu – wizja nie dotyka jego istoty. Na to, co Pan pisze, recepta jest prosta – podwoić zarobki i skończy się wieloetatowość, obecnie pracownika naukowego, nawet na stanowisku profesora uczelnianego nie stać na zakup książek…

  3. Jak ktoś narzeka na bzdury to nich ich nie wypisuje – recepta jest prosta.
    Wieloetatowość jakoś nie zależy od zarobków, a chyba ci z największymi są jeszcze bardziej wieloetatowi. To jest zjawisko znane. To podobnie jak z korupcją – bardziej skorumpowani są ci co mają więcej! i podwyżki nie wpływają na zmniejszenie korupcji !
    Co do książek to oferowałem nawet za darmo a chętnych nie było ! Kto by teraz czytał skoro za to nie płacą, trzeba odwalić kolejny etat !

  4. O naukę troszczą sie nieliczni. Większość zbija kasę na stopniach i tytułach naukowych. Rajem stała się Słowacja. Jeden z polskich dr hab. , uzyskawszy na Słowacji tytuł prof. , jest zatrudniony w 5 polskich uczelniach (w tym 4 publicznych) i 2 słowackich. Rozprawdza polskich chałturników umożliwając im uzyskanie bez wysiłku habilitacji lub profesury. Welu to popiera, bo uczelnie publiczne walczą o spełnienie minimum kadrowego,. To się nazywa prostytucją akademicką. Z tym trzeba walczyć, a nauke i tak będa wznosic na wyzyny nieliczni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: