Polska populacja akademicka

exodus

Polska populacja akademicka

Bronisław Wildstein znowu wrócił do pokazania środowiska akademickiego. Obraz przygnębiający chociaż dla mnie nic nowego. Tak samo to widzę i to od dawna, i podobne wnioski wysnuwam z tego obrazu. Zresztą wiem, że jest jeszcze gorzej i wiem to chociażby na przykładzie własnym, poszerzonym o przykłady innych. Tak ta kuchnia funkcjonuje.

PRL wyhodował posłusznych mieszkańców podręcznych strusiówek, którzy wychylają głowy z piaskownicy tylko wtedy, gdy trzeba bronić im podobnych. Spektakularne akcje na Uniwersytecie Toruńskim w obronie astronomicznych TW, czy  akcja obrony TW , szefa antylustratorów Uniwersytetu Śląskiego,   bardzo dobrze pokazują, że jak populacja ma jasny cel obrony sobie podobnych, moralnie zdeprawowanych, wtedy ma cywilną odwagę.

Jeszcze tylko jeden cel – zwiększenie nakładów na naukę , często pozorowaną, bez konieczności ujawniania wyników badań – może zmobilizować populację do odsłony oblicza.

Gdy chodzi o ofiary, wręcz mafijnych układów akademickich, nikt palcem w akademickim bucie nie ruszy, chyba że wyciągnie maczugę i dołoży swoje.

Akcje na rzecz radykalnych zmian systemu, aby był normalny i cywilizowany, nie cieszą się uznaniem, chyba że negatywnym.

Kto nie pasuje do systemu wypracowanego w ciągu długich lat PRL, odchodzi z systemu akademickiego, albo sam, albo jest wykluczany wbrew sobie.

Rzecznicy populacji jednak twierdzą, że ci co są na uczelni to – najlepsi z najlepszych , a ci co odeszli – to nieudacznicy, miernoty, którzy nie byli w stanie osiągnąć poziomu najlepszych (nie dodając przezornie, że chodzi o poziom deprawacji).

Jedynie na okoliczność heroicznej walki o zwiększenie dotacji z kieszeni moherowego podatnika słyszymy argumenty – nie dajecie szmalu, więc najlepsi odchodzą. Dajcie nam więcej szmalu – to my zostaniemy. Fakt, że najlepsi odchodzą, ale z różnych powodów, nie tylko finansowych.

Jasne jest też, że skoro najlepsi od lat odchodzą, to pozostają gorsi, przynajmniej od tych najlepszych. Jednak finansowanie gorszych nic nie zmieni, poza zubożeniem moherowego podatnika, bo po co finansować gorszych, którzy nie potrafią, a przede wszystkim nie chcą nikogo uformować, chyba że jeszcze gorszych od siebie, aby mieć dożywotnie zabezpieczenie swoich interesów ?

Na naukę trzeba więcej pieniędzy – jak najbardziej ! Ale chodzi o to aby finansować naukę – a nie pozorantów, konstruktorów – a nie destruktorów nauki, ludzi z etosem – a nie oportunistów, konformistów, serwilistów, bez etyki, bez twarzy, z maczugami w kosmatych łapach.

Skoro jest mało pieniędzy na naukę, to chyba należałoby finansować tych co potrafią coś pożytecznego dla nauki robić. Jeśli ktoś ma większe osiągnięcia bez finansowania – od wielu z tych co są finansowani – to skoro by dostał dofinansowanie zrobiłby wielokrotnie więcej, bo ma etos i potrzebę robienia czegoś pozytywnego.

Wielokrotne zwiększenie finansowania tych co pozorują naukę, organizują działania operacyjne dla zniszczenia innych naukowców i ich warsztatów pracy, nie poprawi stanu nauki, tylko go pogorszy, bo niszczenie będzie bardziej efektywne.

To nie są jakieś halucynacje. W latach 90-tych, kiedy na ziemiach polskich nie było od dawna okupantów niemieckich, a ostatnie jednostki okupanta sowieckiego opuszczały nasze terytorium, ja wywoziłem poza Kraków z najstarszej polskiej uczelni moje zbiory naukowe, aby je uchronić przez ostateczną dewastacją.

Zatrudnieni na uczelni (finansowani, mimo biedy na uczelniach) tak intensywnie szukali prawdy, że nic co było ze mną związane nie miało się ostać !

Nie do końca te zbiory zniszczono. Może im pieniędzy zabrakło. Ale gdyby zwiększyć finansowanie na ich działalność,   to by i z dalszą dewastacją sobie poradzili.

Żadnego protestu, żadnej audycji TVP, żadnego listu otwartego ( który i tak zapewne by nie został otwarty) . Widocznie to drobiazg. Jak Hans Frank niszczył – to była dewastacja. Jak niszczą nasi wybitni poszukiwacze prawdy – to jest to ochrona nauki przed elementem niepożądanym (dla nich !). A trzeba pamiętać, o tym, że to co przetrwało jakoś Hansa Franka, nie przetrwało krajowych organizatorów życia naukowego, w każdym razie w akademickim – CK Krakowie.

Tak działa polska populacja akademicka domagająca się zwiększenia finansowania na swoje działania.

Komentarze 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: