Profesor, który umie liczyć do 386

liczba-magiczna

Profesor, który umie liczyć do 386


W PRL kryteria awansów akademickich były merytoryczne. Jak ktoś wykazał się aktywnością, kiedy bili studentów ( w 68 r. ), to dostawał docenta. Uzasadnienia merytoryczne pisały wydziały akademickie i partyjne (KW).

Nie były to awanse na piękne oczy ! Często to były nawet oczy straszne i gęby obmierzłe, ale żeby dostać docenta trzeba było się zasłużyć merytorycznie (tzn. po stronie Grupy Trzymającej Władzę socjalistyczną !).

Na członka-korespondenta PAN trzeba było się nawet wykazać umiejętnością pisania, a to jak wiadomo nie jest takie proste. Kryterium merytoryczne było ostre i przestrzegane !

Dzisiaj te kryteria nie są już w modzie. Mamy lepsze.

Pisze się multum najróżniejszych recenzji a potem wyciąga jedną z kapelusza i jest jak u iluzjonisty. Albo obstawiamy swoje liczby, jak na loterii i kto trafi (ilością napisanych stron ) – ten profesor na wieki.

Na okoliczność sprawy habilitacji dr Marka Migalskiego na UJ wyszło na to, że Marek Michalski coś pisze i ujawnia to na stronach internetowych swojej uczelni, gdy tymczasem na stronie słynnego ostatnio Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ tam gdzie mają być Publikacje pisze – “Nie ma nic do wyświetlenia “.

To ciekawe. Jak oni porobili profesury skoro nic nie publikują, albo nie ujawniają to co napisali, aby nie było śmiesznie ?

Może pisać nie muszą umieć, skoro nie są profesorami-korespondantami a tylko profesorami (nienad)zwyczajnymi ?

Jeden z profesorów wykazał się jednak zdolnością liczenia. Mianowicie wyliczył Migalskiemu , żeteksty Jego autorstwa liczą w sumie 386 stron !‚ A to za mało na habilitację.

Ciekawe, bo w kryteriach awansu akademickiego nic nie ma o ilości stron jakie trzeba napisać na magistra, doktora, czy profesora !

Fakt, że u nas liczy się ilość, a nie jakość,  i na ogół ludziska składają grube teczki awansowe licząc, że nikt tego nie przeczyta, nie mówiąc już o rozumieniu.

Ale literalnie nie ma nakazu wykazania się iluś tam stronami tekstu. Moze te 386 to liczba feralna ?

Zresztą jak sprawdziłem ten wybitny znawca numerologii nie ujawnił na stronie (wydziału) żadnej strony swojego autorstwa ? Ciekawy numer ! Ale przeszedł.

Czyżby nie potrzebował się wykazać określoną ilością zapisanego papieru a profesora dostał ? Na jakiej podstawie ? Kto go ocenił pozytywnie ? Jak tu wygląda konstytucyjna równość wobec prawa ?

To, że profesor umie chyba liczyć do 386, to chyba za mało na profesurę. To muszą umieć dzieciaki ze szkoły elementarnej, które profesorami nie są !

Żeby coś się zmieniło w nauce polskiej to by trzeba najpierw zweryfikować profesorów, ale kto ich zweryfikuje skoro oni sami sobie zapisali w prawie, że to oni decydują, co i jak jest grane !

Może kryzys spowoduje, że z powodu braku pieniędzy na papier dorobek nie będzie oceniamy od ilości wyprodukowanej makulatury, tylko od tego co wartościowego dany delikwent zrobił . Może z braku pieniędzy nie będzie się takich profesorów zatrudniało na uczelniach ?

W resorcie nauki oszczędności można znależć wiele . Wystarczy aby wyrejestrować w/w profesorów, a zarejestrować takich, co nie tylko liczyć do 386 potrafią, ale i z pisaniem i czytaniem dają sobie radę, nawet jak pieniędzy nie ma.

No tak, tylko kto zawiesi autonomię od braku odpowiedzialności i rozumu, i przeprowadzi taką radykalną reformę ?

Reklamy

komentarze 3

  1. Migalski odpowiada Zyblikiewiczowi
    http://wyborcza.pl/1,76842,6230343,Migalski_odpowiada_Zyblikiewiczowi.html

    Podsumowując, po przeczytaniu tego typu „merytorycznych” zarzutów moja początkowa radość ustępuje smutkowi. Bo zadaję sobie pytanie ile książek musiałbym opublikować, żeby prof. Zyblikiewicz uznał mój dorobek za satysfakcjonujący do dopuszczenia mnie do habilitacji? 18? A ile artykułów zagranicą – 34? A gdyby bibliografia liczyła 10 stron? Czy jeślibym dwukrotnie powiększył swój dorobek naukowy, nie usłyszałbym jednak, że coś z tymi przypisami jednak jest nie tak? I ostatnie już pytanie – ile razy, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, tacy Zyblikiewicze wykazali „słaby dorobek naukowy” takich Migalskich i jaki to miało wpływ na polską naukę?

    Źródło: Gazeta Wyborcza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: