Czy historycy są zdolni do poznania historii ?

historycyHistorycy na FRONT !

O historii w Wikipedii m.in. czytamy: ‚Tradycyjnie, za okres podlegający badaniom historycznym uważa się dzieje od powstania cywilizacji opartej na przekazie pisemnym..Metodologię historyczną cechuje poszukiwanie logicznej konstrukcji przyczynowo-skutkowej przy krytycznym podejściu do źródeł historycznych. …Historia nie jest łatwa do zaklasyfikowania wśród nauk. Jeśli bowiem przyjąć jej cel czysto faktograficzny, polegający na ustaleniu biegu zdarzeń i wyjaśnieniu stosunku przyczynowo-skutkowego, staje się ona nauką nieomalże ścisłą (zobacz: Historiografia). Jednak widząc w niej naukę, która zajmuje się jednorazowymi wydarzeniami, a nie prawidłami – jej charakter ściśle naukowy staje się niejednoznaczny....Koniec XX wieku i jego przełom z wiekiem XXI charakteryzuje się nowymi kierunkami badawczymi, wynikającymi często z wielodyscyplinarnego podejścia, na pograniczu historii i psychologii, socjologii, czy np. politologii….’

No więc chyba jest jasne, ze historycy w wieku XXI winni być otwarci na osiągnięcia innych nauk, na inne metodologie, na inne kierunki badań, a w szczególności na wykorzystywanie zdrowego rozsądku, uwzględnianie faktów w wyjaśnianiu stosunku przyczynowo-skutkowego.

Chyba nie jest z tym najlepiej o czym mogłem się przekonać  w kilku już polemikach z historykami, niestety bezowocnymi. Do tej pory historycy nie podjęli z nimi merytorycznej dyskusji. Czyżby argumentów merytorycznych im zabrakło ? Jeśli tak, to trzeba uwzględnić w swym warsztacie krytykę merytoryczną. Ale tego też nie widać. Widać zatem, że z historią u nas nie jest najlepiej, co jest oczywistym skutkiem metod selekcji kadr naukowych stosowanych w PRLu. Historycy wyselekcjonowani w minionym okresie stają zwykle na froncie walki z każdą próbą zreformowania systemu odziedziczonego po systemie komunistycznym używając przy tym argumentów jakby schizofrenicznych.

Przestrzegając przed naruszaniem autonomii uczelni bronią np. habilitacji, która stanowiła narzędzie dyscyplinowania nieposłusznych naukowców. Bronią skutków weryfikacji kadr prowadzonych na zlecenie władz partyjnych i zupełnie im nie przeszkadza naruszanie autonomii uczelni. Fakt, ze sami w tym brali udział, lub są beneficjentami tego naruszania, więc to im nie przeszkadza. Gdyby to komuś przeszkadzało i chciał przywrócić jakiś moralny i naukowy porządek, wtedy byłby dopiero krzyk o naruszanie autonomii ! Autonomii do bezprawia, do kłamstwa, do swoiście pojmowanej polityki prorodzinnej, do pozoranctwa naukowego, zatrudniania fikcyjnego.

Fakt, że w tej kampanii biorą udział nie tylko historycy, ale fakt, że mają w tym istotny, a nawet wiodący udział i wyciągają argumenty historyczne.

W obronie historii jako nauki wystąpiłem do Prof. Janusza Tazbira, bądź co bądź wiodącego od lat polskiego historyka i przez lata szefa Centralnej Komisji, która ocenia, czy ktoś może, czy nie może być samodzielnym historykiem, a nawet naukowcem w ogóle

Przytoczę ten list w całości bo nie stracił mimo upływu czasu swej aktualności.

————-

List do profesora Janusza Tazbira – na trzeźwo (w sprawie uzywania kluczy, na dobre i na zle)

W tekście ‚Wreszcie trzeźwiejemy ‚ ( Tygodnik Przegląd nr 46 18,11.2007)poruszył Pan wiele interesujących spraw, do których należałoby się odnieść krytycznie, zgodnie z jak najbardziej słusznymi postulatami Pana profesora aby uczyć przede wszystkim krytycyzmu.

Z wielu spraw odniosę się tylko do opinii Pana Profesora „IPN manipuluje historią, a rozliczaniem przeszłości powinny zajmować się uniwersytety’.

Ja historykiem nie jestem, ale historią jako geolog w gruncie rzeczy się zajmuję – co więcej w perspektywie ostatnich 4 miliardów lat, co kontrastuje z okresem czterystu czy czterech tysięcy lat jakimi się głównie zajmują historycy. Może to powoduje, że niektóre sprawy widzę inaczej.

Zupełnie nie rozumiem, że Pan jako historyk jest zwolennikiem zamknięcia teczek na lat 50, a jednocześnie zaleca Pan czytanie studentom tekstów źródłowych i zastanawiać się czy tak rzeczywiście mogło być. Nie jest metodyka badawcza, która by mi trafiała do przekonania. W rekonstrukcjach historii geologicznej Ziemi od czasów Charlesa Lyella posługujemy się zasadą „The present is the key to the past” ( Teraźniejszość jest kluczem do poznania przeszłości) i ta zasada pozwoliła poznać nam setki milionów lat historii Ziemi. Fakt, że często stosowana jest odwrotność tej zasady i poznanie faktów z przeszłości geologicznej ułatwia nam poznanie teraźniejszego stanu Ziemi.

A Pan namawia aby teraźniejszość ostatnich lat zamknąć dla badaczy . To niezrozumiała metodyka. Oczywiście zgodnie z tą metodyką badacze po 50 latach będą mogli się zastanawiać czy tak rzeczywiście mogło być, ale niekoniecznie dowiedzą się jak rzeczywiście było. 50 – letnia luka w dostępie do źródeł może być luką nieodwracalną .\A może by tak skorzystać z metodyki geologicznej ? Teraźniejszości nie zamykamy na klucz, tylko wykorzystujemy ją jako klucz badawczy.

Niestety w historii jest inaczej i ten kto ma klucz do faktów może historią dowolnie manipulować, stąd naukowcy historii nie traktują jako dziedzinę naukową, tylko raczej polityczną.

Postuluje Pan aby rozliczaniem przeszłości zajmowały się uniwersytety. Chyba tak być powinno, ale jak jest. ?

Same uniwersytety nie chcą się rozliczyć ze swojej przeszłości, histerycznie reagując na wszelkie zamiary takiego rozliczenia. Wolą teczki zamykać na klucz i pisać historie ku własnej czci i chwale, chowając pod dywany niechwalebne czyny. Tak czynił Wielki Językoznawca i czynią tak jego wielcy uczniowie do dnia dzisiejszego. Smutna to prawda.

Jak niedawną historię badał Pański kolega po fachu – prof. Wyrozumski opisałem w tekście POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII

Co za manipulacja, co za kompromitacja ! A brak dezaprobaty ze strony historyków ! Natomiast aprobata ze strony władz uniwersytetu !

Lepiej jak tą niedawną historią zajmuje się IPN i niech rozliczy uniwersytety z zakłamywania przeszłości. Tak będzie lepiej.

Niedobrze by było aby rozliczanie przeszłości kończyło się tak kompromitującymi działaniami, jak te Pańskiego kolegi po historycznym fachu , bo szkoda by było aby historię całkiem wykluczono ze sfery nauki i ze sfery świadomości społecznej .

Z poważaniem

Józef Wieczorek

P.S.

Przeszłości nie powinno się zamykać na klucz, bo „Kto nie szanuje, i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości (Józef Piłsudski )

—————-

Niestety żadnej merytorycznej polemiki nie było. Ostatnio miałem kontakt z historykami na okoliczność konferencji Obserwacja, manipulacja, współpraca. Dziennikarze i naukowcy a aparat bezpieczeństwa w Polsce Ludowej19–21 listopada 2008 r. http://lustronauki.wordpress.com/2008/11/25/reflekcje-niezaleznego-uczestnika-konferencji-ipn/

I ten kontakt potwierdził moje wcześniejsze spostrzeżenia. Co więcej nie zauważyłem aby historykom zależało na poznaniu metod jakoś dziwnie do tej pory pomijanych. Geolodzy np.badają ‚żywe skamieniałości’ dla poznania historii życia na Ziemi, ale historykom jakby do głowy zupełnie nie przychodzi, aby badać ‚żywe skamieniałości’ badanego systemu. Przecież ‚żywe skamieniałości’ mogą stanowić bogate źródło niepisane dla poznania historii.

Zupełnie nietrafny jest podział na historyków uniwersyteckich i historyków IPN, gdyż wielu historyków IPN jednocześnie jest historykami uniwersyteckimi (czy PANowskimi). Zatem chodzi tu raczej o działania operacyjne, dezintegracyjne wobec środowiska historycznego.

Poglądu o wyższości historyków uniwersyteckich nad historykami IPN nie da się utrzymać. Bo jak tego samego historyka jednocześnie się wywyższy (jako uniwersyteckiego ) i poniży (jako IPNowskiego) to raczej pozostanie na tym samym poziomie.

Fakt, ze niektórzy są autonomicznymi historykami IPN, ale można zauważyć, że właśnie dzięki temu są bardziej niezależni, bardziej autonomiczni od hierarchii uniwersyteckiej i to im pomaga. Rzecz w tym, że chyba w ich karierach może to nie pomóc.

Zarzut o pisaniu historii na nowo przez historyków IPN, jako działalności negatywnej, jest całkiem aberrantny z punktu widzenia naukowego, bo to przecież argument pochlebny. Każde dziecko, nawet po naszej szkole wie, że historia w książkach, z których się uczyli i czasem nadal uczą, była fałszowana i trzeba ją pisać na nowo, tak aby dzieci ( i nie tylko dzieci) uczyły się tego jak było, a nie tego jak kazała partia, czy jej mocodawcy moskiewscy. Oczywiście nowe ujęcie historii, u beneficjentów nie do końca upadłego systemu komunistycznego, budzi zrozumiały opór.

Niestety z wolnością badań to u nas nadal jest na bakier. Minister nie może już narzucić co uczeni mają badać, partie też nie, ale same władze uczelniane jak zadecydują, że np. historii Wałęsy badać nie można, to żaden doktorat na ten temat nie powstanie . Taki przypadek ma miejsce na UJ jak mówił ostatnio prof. Andrzej Nowak – historyk uniwersytecki, a mimo to wysokiego kalibru (tak, tak, i tacy się zdarzają).

Tak więc samo środowisko reguluje autonomicznie czym mają się historycy zajmować i co taka historia ma zawierać. Jak widać środowisko nie potrzebuje dyrektyw partyjnych, samo wie jak się cenzurować i cenzurować tych, co by się brali za to co za co brać się nie powinni.

No i jeszcze sprawa podatków. Jest u nas przyzwolenie aby historycy IPN pisali sobie książki krytyczne np. o Wałęsie, ale za własne pieniądze, a nie za pieniądze podatnika. O.K.

Ciekawe jednak, że nie było krytyki (poza moją osobistą) wydawania za pieniądze podatnika kompromitujących książek historycznych przez historyków uniwersyteckich, czyli tych tzw. właściwych.

Jak widać nie chodzi tu o pieniądze podatnika, tylko o nienawiść do tych, co ujawniają prawdę, a przynajmniej chcą jej dociekać. Ci, którzy prawdy nie ujawniają, prawdę ukrywają, przeinaczają – nie muszą się niczego obawiać. Takim chętnie polscy podatnicy będą sponsorować kolejne kłamliwe historie.

Jednym słowem można odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule – są jeszcze historycy, którzy są zdolni do tego aby poznać historię, ale za takie zdolności mogą drogo zapłacić, bo zdolności do poznawania prawdy nie są pożądane w polskim systemie akademickim i społeczno-politycznym.

Uczelnie co prawda walczą o autonomię, ale chodzi tu o autonomię od krytyki, odpowiedzialności, od kontroli na co wydają pieniądze podatnika. Chętnie natomiast tracą autonomie na rzecz poprawności politycznej, czy akademickiej i to bez żadnych nawet nacisków z politbiura, czy innej wierchuszki.

Historyków zdolnych do poznawania prawdy uważa się za persony non grata, a tematy badań, które by mogły prowadzić do poznania prawdy za niepożądane.

Ponadto dokumenty chroni się przed badaniami niezależnych historyków, aby historycy zależni mogli podawać jedynie słuszną prawdę ku czci i chwale (nie)miłościwie panujących decydentów.

I taka to jest nauka historyczna, taka sama jak i cała nauka polska, utrzymywana z kieszeni moherowego, i i nie tylko moherowego, pogardzanego podatnika..

I to by było na tyle jakby powiedział profesor Katedry Mniemanologii Stosowanej

Jan Tadeusz Stanisławski, który chyba nawet nie przypuszczał ileż to Katedr Historii Domniemanych powstanie w wolnej Polsce. Nadworni historycy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości zrobią wszystko aby lud nadal mniemał, że białe to czarne, a czarne to białe.

Tak jak było, jest i będzie, jak na to zezwolimy.

Reklamy

Jedna odpowiedź

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: