Przeciw kłamstwu Gazety Wyborczej. List zamknięty.

herod

GW niczym Herod

Uważam, że opublikowany w „Gazecie Wyborczej” list otwarty Przeciw kłamstwu, w reakcji na  „List otwarty w obronie wolności słowa” którego jestem jednym z sygnatariuszy,  jest przejawem postawy cynicznej i  istocie rzeczy stanowi  obronę prawa do kłamstwa, oszczerstwa i pomówienia wykorzystywanego na łamach Gazety Wyborczej.

Sygnatariusze listu nie protestują , gdy Gazeta Wyborcza udostępnia swoje łamy do rozpowszechnia kłamstwa, oszczerstwa i pomówienia organizując  istne jasełka,  a odmawia pokrzywdzonym obrony dobrego imienia własnego, bezkarnie naruszanego na łamach GW przez Herodów, co nawiązuje do najgorszych tradycji systemów totalitarnych. Kłamstw o innych ludziach bezkarnie rozpowszechniać nie wolno, ale GW bezkarnie może to czynić i ma na to przyzwolenie.

Ubolewam, że są w Polsce osoby z tytułami naukowymi, a nawet redaktorzy popularnych gazet, którzy nie rozumieją sprawy dla demokracji tak podstawowej, jak ta że wolność słowa ma granice, a wyznacza je m.in. prawo innych osób do godności i dobrego imienia.

Uważam to za realną groźbę dla życia publicznego i przeciw niej najgoręcej protestuję.

Józef Wieczorek

Reklamy

Komentarze 4

  1. Sąd nie może kneblować publicystów

    http://www.rp.pl/artykul/225643.html

  2. Zdzisław Krasnodębski: Michnik w świecie lęków
    Rz 26-11-2008

    http://www.rp.pl/artykul/9161,224849_Zdzislaw_Krasnodebski__Michnik_w_swiecie_lekow.html

    Adam Michnik 28 kwietnia 1990 roku wygłosił w Sejmie pamiętne przemówienie, w którym protestował jednocześnie przeciwko podniesieniu rent i emerytur oraz nacjonalizacji majątku pozostawionego przez PZPR. Powiedział wtedy między innymi: „Dwadzieścia pięć lat temu zostałem po raz pierwszy aresztowany przez komunistyczną policję. Wtedy miałem 18 lat. Od tego czasu byłem aresztowany i zatrzymywany wiele razy. Mnie nie trzeba tłumaczyć, że komunizm to nic dobrego, i mnie nie trzeba przeciw komunizmowi agitować… I chcę jeszcze dodać, że w stanie wojennym po 13 grudnia i siedząc w kryminale, ja nie byłem tak ostrożny, żebym dzisiaj musiał być aż tak odważny”.

    To tylko jeden z przykładów pokazujących, że Adam Michnik powoływał się na swoją biografię, na fakt, że był więziony, aby uzasadnić swoje polityczne racje i by pognębić antagonistów i polemistów. Jeszcze bardziej ochoczo czynili to jego stronnicy, zausznicy i wielbiciele. Mimo to sąd w wolnej i rzekomo praworządnej Rzeczypospolitej skazał znanego socjologa i publicystę za stwierdzenie, że tak właśnie było.
    Wypowiedzi i artykuły Michnika z pierwszej połowy lat 90. są usiane odwołaniami do heroicznej przeszłości. Na przykład w innym, nie mniej pamiętnym, tekście „Dlaczego nie oddam głosu na Lecha Wałęsę”, opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” w październiku 1990 roku, Michnik pisał: „Idea solidarności wkroczyła w fazę agonii. Za tę agonię odpowiedzialny jest Lech Wałęsa. Do końca życia pozostanę człowiekiem »Solidarności«. Ale znaczek »Solidarności«, który mi towarzyszył przez dziesięć lat, składam teraz obok kilku najbardziej osobistych pamiątek. Obok odpisów wyroków sądowych, obok książek, które napisałem w więzieniach. Nie pragnę – i nigdy nie pragnąłem – podpierać się symbolem, który oznacza teraz władzę i siłę. Nosiłem ten znaczek, gdy przynosił wyroki, nie chcę go nosić, gdy zapowiada przywileje”.

    Niedawny występ Adama Michnika w telewizji publicznej pokazał wyraźnie, że jest on dzisiaj dobrowolnym więźniem własnych obsesji, że żyje w świecie lęków – zapewne w wielkiej części inscenizowanych na potrzeby polityczne, bo przecież przy odrobinie inteligencji, a tej ma on za trzech, nietrudno zauważyć, iż nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistością.
    Nie zawahał się przy tym mówić o spadkobiercach morderców Gabriela Narutowicza w sytuacji, gdy znaczna część mediów, w tym także „GW” oraz szczególnie wyróżniające się w tym procederze Radio TOK FM, organizuje bezprzykładną w demokratycznej Europie kampanię nienawiści przeciwko urzędującemu, legalnie wybranemu w demokratycznych wyborach prezydentowi. Rzeczywiście zaczyna to przypominać tamte czasy.

  3. Publicystyczna wojna „GW” i „Rzeczpospolitej”
    http://wiadomosci.onet.pl/1870795,327,item.html?MASK=50783251

    W odpowiedzi na opublikowany w „Rzeczpospolitej” „List otwarty w obronie wolności słowa” wczoraj „Gazeta Wyborcza” zmieściła list otwarty „Przeciwko kłamstwu”. Podział wśród sygnatariuszy obu listów odzwierciedla podziały polityczne między oboma dziennikami.
    Sygnatariusze listu opublikowanego w sobotniej „Rz” protestują przeciwko temu, by sądy skazywały autorów za ich opinie. Powodem jest wyrok Sądu Apelacyjnego skazujący Andrzeja Zybertowicza na przeprosiny i grzywnę za to, co napisał na łamach „Rz”: „Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. Sąd podzielił opinię sądów niższej instancji, że Zybertowicz nie udowodnił, iż napisał prawdę, więc „informacja nieprawdziwa podważała wiarygodność powoda”.

    Sygnatariusze listu z „Rz” argumentują, że publicysta ma prawo formułować tego typu, również błędne, opinie na temat uczestników publicznej debaty. – Sytuacja, gdy sąd rozstrzyga trafność publicystycznego artykułu, a jeśli nie zgadza się z nim, skazuje jego autora, jest absolutnie nie do przyjęcia. Jest aktem cenzury i łamaniem wolności słowa – napisali. Ten list można było podpisywać na stronie internetowej.

    Sygnatariusze listu opublikowanego wczoraj w „GW” uznają, że list z „Rz” nie jest obroną wolności słowa, lecz obroną prawa do kłamstwa, oszczerstwa i pomówienia. – Ubolewamy, że są w Polsce osoby z tytułami naukowymi, publicyści telewizji i centralnych gazet, którzy nie rozumieją sprawy dla demokracji tak podstawowej, jak ta że wolność słowa ma granice, a wyznacza je m.in. prawo innych osób do godności i dobrego imienia; dlatego wygłaszanie kłamstw nie jest chronione żadnym prawem – ani stanowionym, ani moralnym – napisali.

    – Wolności wypowiedzi w Polsce należy bronić za wszelką cenę, bo na podstawie niektórych absurdalnych sytuacji w dziedzinie sztuki lub kultury widać, jak łatwo ją stłumić i jak wiele w tej sprawie trzeba jeszcze robić – komentuje Jacek Kowalczyk, redaktor naczelny „Przekroju”. – Stąd trochę rozumiem racje „Rzepy” i środowiska, które podpisało się pod jej listem otwartym. Ale są też granice wolności słowa. Cenię tę wartość, ale także poczucie krzywdy osobistej. Dlatego według mnie więcej racji jest po stronie listu „Gazety” – uważa Kowalczyk.

    Dla Konrada Piaseckiego, dziennikarza RMF FM, kluczowe jest rozstrzygnięcie, na ile Michnik wypowiedział te lub podobne słowa, a na ile sąd uznał, że nie należy parafrazować danego cytatu. – Zdarza mi się, że przytaczając czyjeś słowa, nie cytuję dosłownie, tylko oddaję ducha wypowiedzi. Jeśli faktycznie Zybertowicz minął się z prawdą co do ducha wypowiedzi Michnika, trudno uznać, że na tym polega wolność słowa. Bez względu na to, po czyjej stronie jest racja, ubieranie tego w aż tak wielkie słowa jak „wolność wypowiedzi” jest przesadą – uważa Piasecki.

    Bardziej dosadny jest Michał Kobosko, naczelny „Newsweek Polska”. – Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się kłamstwo. Jestem za obroną wolności słowa, ale wypowiedź nie może naruszać prawa ani być daleka od prawdy –stwierdza. – Tu w ogóle nie chodzi o obronę wolności słowa czy wytykanie kłamstwa. Podpisanie się pod tymi listami jest przede wszystkim wyrazem politycznych sympatii lub antypatii przez zwolenników tak zwanej Polski Michnika i Polski Kaczyńskich – dodaje Kobosko.

  4. […] Przeciw kłamstwu Gazety Wyborczej. List zamknięty. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: